Msza. Siedzenie przy głośniku ma swoje wady. I to by było na tyle, zalet nie potrafię odnaleźć.
Ksiądz tak jakby trochę pomylił święta. Powiedział ,żebyśmy dzieląc się "opłatkiem" ... ;-) Później poprawił na "jajkiem". U mnie się jajkiem nikt nie dzieli. To chyba przez to, że jest ich wystarczająco dużo ,żeby każdy miał całe :-D . Myślałam,że może jeszcze na koniec kolędy zacznie śpiewać, ale obyło się bez nich. Bywa.
Po wyjściu z kościoła - śnieg. Teraz już naprawdę zaczynam poważnie zastanawiać się,jakie to święta..
W domu tata oznajmił, że w czasie komunii powiedział księdzu, że mógł ogłosić żeby ludzie szli z chóru po kolei ( prawa , lewa strona). Żeby się ludzie w drzwiach nie pozabijali. Bezcenna odpowiedź księdza - "to tylko raz w roku" :-) No w sumie fakt.
Śniadanie. Hm, jajko w stanie "półpłynnym" jest całkiem spoko.
Żeby poczuć się mądrzejszym i oderwać się od jedzenia poszłam czytać. "Wielki marsz". Męczące. Aż głupio byłoby mówić, że samo czytanie jest męczące.
Zasnęłam. Tylko do 12, dłużej się nie dało. Bartek odpalił na laptopie jakiś hip-hop. Po prostu... Wrr. Chwała Bogu,że on dubstepu nie słucha. To by była tragedia. Zabiłabym go. W rytm tego dziadostwa najlepiej.
Obiad. Czyli także kluski, z ziemniaków które obierałam wczoraj oglądając Alicję w Krainie czarów ( zapomniałam napisać we wczorajszej notce ) . Omnomnom.
Po obiedzie bawiłam się z Nicolą. Później komputer. A później znów czytałam.
Po jakimś czasie doszłam do wniosku,że dawno nie korzystałam z zacnego urządzenia zwanego stepperem. No więc skorzystałam. 21 minut chodzenia w czasie czytania książki ( wczułam się w jej treść :-p) Hardkor.
Koło 20 poszłam oglądać tv, konkretniej Ranczo. Lubię nawet ;-)
Chyba najciekawsza część dnia, czyli :
Nasza cudowna rozkmina o ognisku, zejściu na złą drogę jak nawigacja źle pokieruje , oraz o tym, że "jesteśmy popierdzielone " :-) ( nie ma całej ale już mi się nawet nie chce wklejać reszty. :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz