Taki piękny dzień. Po co wstawać, skoro można spać do 10:15? Wybudziłam się dopiero słysząc w radiu "Ai Se Eu Te Pego". Wstałam, z rządzą krwi w oczach. Nie wiem czyjej, czy tego kto wymyślił tą "piosenkę", czy bardziej tego kto włączył radio.. Obojętne w sumie.
Sobota. Dla niektórych to jedyny dzień w którym się myją. Dla mnie to raczej czas na sprzątanie.
Prawdę mówiąc ( Ja zawsze mówię prawdę. Więc nie wiem po co to piszę. :-) ) niemal od razu po przebudzeniu zabrałam się za sprzątanie pokoju. Moją jedyną "motywacją" było chyba to,że inaczej musiałabym sprzątać później. A mi się zazwyczaj nie chce :-)
Kiedy mamy dwie rzeczy do zrobienia, dajmy pierwszeństwo tej, która nam się mniej podoba.
No więc posprzątałam pokój. I zrobiłam pranie. I będę tego długo żałować. Przynajmniej do momentu gdy kupię wybielacz.. Bo? Bo wyprałam białe koszulki z czarną czapką :-D ( Brak umiejętności logicznego myślenia odziedziczyłam po tacie, luz. ) I teraz są.. w różnych odcieniach szarego. Kto by pomyślał, że czarna czapka może farbować? Ja nie myślałam wcale.. I dochodzę do wniosku,że moje białe skarpetki są z plastiku. Bo? Bo one też miały kontakt w pralce z tą czapką i jakoś ich nie ruszyło.
Także łazienka została przeze mnie posprzątana. Nawet kafelki umyłam i posprzątałam to co leżało na kabinie prysznicowej. Na "dachu" :-) No dobra, nad deszczownicą. Zagięłam znajomością fachowego słownictwa? Się skręcało kabinę z bratem :-D Generalnie to mam duży udział w remontowaniu tej łazienki :-P Nie pomagałam jedynie przy kładzeniu ogrzewania podłogowego, ale można mi to darować.
Odrobiłam zadanie z matematyki. Na prawdę odrobiłam, a nie tylko przepisałam odpowiedzi ( pozdrawiam Anię.. ;-) )
Czy ktoś kto je rolady z mozarellą jest dziwny? Chyba tak... No to jestem dziwna.
Siedziałam w pokoju przy stosie książek wmawiając,że przygotowuję się do egzaminu. Zdolna jestem, niemal udało mi się wmówić sobie samej, że się uczę.
Poszłam pomagać chłopakom przy obcinaniu żywopłotu. Moja praca polegała na noszeniu gałęzi na jedną wielką stertę. Po 2,5 godzinach myślałam,że ręce mi odlecą. Nie ogarniam jakim cudem oni tam osiem godzin siedzieli. Jak już do zrobienia zostało niewiele poszłam nożem obcinać sznurki z drzew ;-) Prawdopodobnie nawet niektóre powiesiłam sama. Ale to jak byłam młodsza. Terasz nie wieszam sznurków na drzewach. Za rzadko wychodzę na dwór, jestem no-lifem raczej. Nieważne.
Jestem tarzanem skaczącym po drzewie w najkach i z nożem w ręku. Oryginalnie.
Mam całe pokaleczone ręce. Od gałęzi. Nawet kolce mi się jakieś powbijały...
Można zjeść naraz 5 kanapek z nutellą? Można ! :-)
Być może już to mówiłam, najwyżej się powtórzę : Kanapki z masłem i nutellą rządzą. A kto je bez masła to.. to je bez masła :-D I się nie zna :-)
Wieczorem postanowiłam rysować. Nie moja wina,że trochę taka patologia z tego wyszła. Nie moja wina,że rysuję albo czaszki, albo ręce i ani jedno ani drugie mi nie wychodzi. No więc głównym tematem dzisiejszych bohomazów były ręce. I to,że "Bóg kocha Ciebie dzisiaj"
A Karo wrzuciła na fejsa swoją czaszkę. To musiało zabrzmieć dziwnie. No więc , jeszcze raz.. Karolina dodała zdjęcie rysunku przedstawiającego czaszkę narysowanego przez nią. Lepiej ? ;->
So hot :-D
( miałam dodać zdjęcie ale wtedy całej notki nie da się dodać ;/ )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz