Znowu pobudka o 8:00.
Msza , ksiądz po raz kolejny pomylił się w czasie czytania ogłoszeń. Później się poprawił. Norma :-)
Lany poniedziałek.. Za zimno jak dla mnie. ( Dominik i Daria stwierdzili ,że skoro termometr pokazuje 25 stopni, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby się "lać". Warto jednak wspomnieć, że temperaturę sprawdzali na termometrze który wisi w pełnym słońcu :-) )
W tamtym roku lany poniedziałek był naprawdę udany :D Kwestia pogody, niestety.
Upiekłam ciastka. Miałam trzydzieści minut na ich ozdobienie, więc powiedzmy, że wyszły przeciętnie.
Ale najlepsze i tak są ciastka.. w kształcie shurikena :-D Całkiem fajnie wyszły ^^
Roszkowice. Obiad, "zajączek " nas nawiedził.. Słodycze przyniósł. Prawdę mówiąc, to nie pogardziłabym
jakąś książką Stephena Kinga, ale jak się nie ma co się lubi, to się je słodycze.
Rozmawiając w kuchni z Martą, zorientowałam się,że na stole leży talerz. Germański. Z napisem "Alles gute zum geburtstag". Czy jakoś tak. Ale w każdym razie to było napisane po niemiecku. Straszne :-) Może się powtórzę, ale znam dwa słowa po niemiecku ( einhorn, geradeaus). I większość tego co jest napisane też rozumiem. Napisane, bo ze słuchu to wszystko brzmi jak... No, dziwnie.
Akcent "śmingus-dyngus" też się pojawił. Oblałam ciocię, Martę, tatę i trochę Mateusza wodą. A ja zostałam oblana przez Martę, ciocię, i Mateusza. Tacie się nie chciało wstać nawet chyba ;-D
Powrót do domu. Przeglądałam stronę : http://www.dontpaniconline.pl/posters/
Dostałam od Marty plakat :-) Ten.. z lisem i kogutem. Jak dobrze pójdzie, to nowy też będę miała.
Odkrycie nowego fajnego zespołu. Sztywny Pal Azji się nazywa, jak na razie szczególnie spodobały mi się dwie piosenki - "Nic pewnego" i "Wieża radości, wieża samotności".
Wieczorem czytałam "Wielki marsz" . Skończyłam już właściwie. Morał ? Nie warto dokonywać czegoś ( tutaj dosłownie) "po trupach do celu" ,bo radość z tego jest znikoma, albo nie ma jej wcale.
Garraty zastanawiał się, jak by to było- leżałby w największej, najbardziej zakurzonej bibliotecznej ciszy świata, śniąc długie, bezmyślne sny za sklejonymi powiekami, ubrany na wieczność w niedzielny garnitur. Żadnych zmartwień o pieniądze, sukcesów, lęków, radości, bólu, smutku, czy miłości. Absolutna nicość. Zmarli są sierotami. Nie mają ojca, matki, dziewczyny, kochanki. Towarzyszy im tylko cisza, cisza jak skrzydełko ćmy. Koniec rozdzierającego bólu przy każdym ruchu, koniec długiego koszmaru marszu drogą. Ciało w spokoju, w bezruchu. Cisza. Idealny mrok śmierci.
Jak by to było? No jak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz