sobota, 7 kwietnia 2012

6 kwietnia - piątek

   Budzisz ze świadomością, że jest dzień wolny - bezcenne. Jednak po chwili, gdy przypomnisz sobie ile rzeczy jest do zrobienia, posprzątania , zaczynasz żałować, że nie możesz iść do szkoły.
Hm, dzisiaj obowiązuje post ścisły. Na śniadanie - jogurt. Stwierdzam,że był to kiepski wybór.
   Wypadało by trochę chociaż posprzątać. I poudawać, że się uczę. Z tą nauką wyszło na to, że wyciągnęłam wszystkie książki typu "opracowanie lektur, streszczenie,ściąga " , wyłożyłam to na biurko ( pozbawiłam się połowy wolnego na nim placu) i zaczęłam kartkować jedną z pomocy naukowych. Myślę,że zbyt wiele to w moje życie nie wniosło. Chociaż nie,  dowiedziałam się co oznacza związek frazeologiczny "oddać coś za miskę soczewicy". Szansa na wykorzystanie tej wiedzy w praktyce, na egzaminie jest na prawdę znikoma. No chyba, że egzamin byłby o Piśmie Świętym. Mi pasuje.
   Miałam w planach wyrzucenie trzech butelek po frugo, które ( nie do końca wiem po co) stoją na półce.
   Doszłam do wniosku,że mam dość sporo książek w pokoju. Słowniki i encyklopedie to jest to co czasem lubię przejrzeć ,żeby poczuć się inteligentną i mądrą osobą. Serio.
Nie mam jednak pojęcia, po co w moim pokoju słownik Polsko-rosyjski , czy gramatyka języka niemieckiego. Chyba w razie ewentualnych zaborów ma mi się to przydać...
Ale mam też ciekawe książki. ( tak, encyklopedie są ciekawe, ale chyba tylko dla mnie )
Cała seria " Ania z Zielonego Wzgórza " której pierwszą część czytałam chyba trzy razy, całą resztę tylko raz; Pamiętnik BrzydUli , który czytałam 2 razy, no chyba ,że miałabym liczyć też to, kiedy czytałam "fragmenty" ( najczęściej kilkanaście, w porywach do kilkudziesięciu stron) , wtedy wyszło by na to,że przeczytałam to znacznie więcej razy;
Jest tam również wiele, wiele fajnych książek typu "Tajemniczy Ogród", "Tajemniczy Opiekun" ( nie ogarniam, co tak "tajemniczo " ;-) ) i.. nie wiem co jeszcze :-)  Prawdę mówiąc mogłabym iść do pokoju i sprawdzić , ale mi się nie chce :-) Są to generalnie książki, które czytałam wtedy, gdy miałam bardzo wolny internet chyba :-D Ewentualnie można powiedzieć ,że nie byłam uzależniona od komputera, jak kto woli...
   Płatki z mlekiem na obiad. Kolejna zła decyzja która prawdę mówiąc nieszczególnie wpłynie na moje dalsze życie, jednak mnie irytuje.
   Po południu pojechaliśmy do Kluczborka. Teoretycznie po to,żeby tata i Bartek poszli do spowiedzi, i żeby Darii coś kupić. Do spowiedzi - owszem, zdążyli , ale Daria nic nie kupiła., No chyba ,że truskawki i jakieś słodycze to jest "coś". :-)
   A kto będzie pilnował Darii gdy tata jest w kościele ? No oczywiste,że ja. Musiałam z nią iść do Bricomarché. Po drodze pytała, dlaczego nazwa sklepu została napisana przez "ch". W końcu czyta się "sz"..
Miałam za zadanie kupić zazdroski do firan, żabki do karniszy, i jeszcze takie cholera wie co , też do firan.
Jestem głupia, dzwoniłam do Kingi ,żeby upewnić się, czy zazdroski to "te białe patyki". Co do koloru żabek do karniszy też miałam wątpliwości. Porażka.
Daria się jednak może do czegoś przydać - nosiła koszyk po sklepie. Taki osobisty niewolnik.
Oglądając kolory farb do ścian i doszłam do wniosku, że to bez sensu , że nie ma tam koloru turkusowego. Powinien być. Nie no, ma być, bo na taki chcę pomalować część pokoju. I koniec.
Później poszłyśmy do Intermarché , kupiłam foremki do ciastek i .. nowy fingerboard. Nie wiem po co, mam w domu dwa, i tak nie umiem nimi jeździć. Ale liczę na cud, może kiedyś się nauczę.
   W aucie Daria dowiedziała się, że zdążymy jeszcze jechać tylko do "Biedry" ( czytaj : sklepu dla ubogich) , a do Mikora nie , wściekła się i zaczęła wymyślać powody dla których koniecznie musimy tam jechać. Klej i bibuła - marnie. Mogła wymyślić więcej, może wtedy tata pojechał by tam, a nie mówił, że kupi jej te rzeczy po świętach.
   Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona - kupiłam nową  książkę. Stephena Kinga ! W Biedronce. No niemożliwe po prostu. Jakby zjarana chodziłam z książką "Wielki marsz" między półkami,  mijając kukurydzą i proszki do prania. Jeszcze chałwę udało mi się kupić. Pełen sukces.
   Zafascynowana nowymi nabytkami - deskorolką i książką - wróciłam do domu. Wysiadłam z samochodu właściwie tylko po to, by przejść do domu obładowana reklamówkami niczym rumun, i od razu jechać do kościoła do Proślic.
W kościele udało mi się znaleźć siedzące miejsce. Cud.
"Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?"
   Stwierdzam wszem i wobec : glany to nie są odpowiednie buty do klęczenia. W samochodzie poinformowałam o tym Bartka i tatę. Później powiedziałam jeszcze "Odzyskuję czucie w palcach. Alee fajnie", jednak  wydaje mi się, że niespecjalnie ich to interesowało.
Po powrocie z kościoła przyjechała Kinga. Naprawdę uszyła cztery firany. Nieźle ;-)
Żeby je powiesić trzeba było wymienić wszystkie stare żabki z karniszy na nowe. Nie będę za dużo opisywać, bo chyba musiałabym użyć zbyt dużej ilości wulgaryzmów, ale : mam odcisk na palcu. Generalnie jest genialnie. Ale efekt fajny. Mam dwa zdjęcia.
Jedno okno w dużym pokoju :
I mój pokój :
   Nawet złapałam na zdjęciu mój mistrzowski niebieski kaloryfer. A jeśli ktoś się dobrze przyjrzy, to po lewej stronie widać fragment fioletowej ściany ;-) 
Pytanie do Nicoli - jakie są nożyczki ? Czarne. Oczekiwałam bardziej odpowiedzi typu "ostre" , ale prawdę mówiąc - czarne są. 
Wieczorem siedziałam przy komputerze pisząc na gadu-gadu z Karoliną. 
A w nicy.. czytałam książkę. Wciąga. Około 00:30 zasnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz