Mimo, że obudziłam się o 8:37 to wstałam dopiero po 10. Bywa. Do tego desperackiego czynu zmusiła mnie Nicola, która przyjechała chyba głównie po to żeby mnie męczyć.
Dorwała tom mangi z parapetu i chyba chciała z nim iść do Dari ( może miała zamiar pokolorować), ale powiedziałam,że to cioci Marty. Nie skumała. No więc mówię, że ona ma koty, psa..
Nicola: Ona ma psa Guza !
Ja: Tak. A wiesz.. jak babcia ma na imię ?
N:Nie.
Ja: Ta babcia z Roszkowic.. Pamiętasz ?
N: Nie. Ale.. Ja tam jadłam zupę !
Niemal trzyletnie dziecko pamięta, że jadło jakąś zupę, pamięta imię psa, no ale o babci ( prababci właściwie) zapomina ;-).
Nie wiem, czy będzie prawdą jeśli napiszę, że sprzątając kuchnię miałam chwilę spokoju od Nicoli. Bo w sumie... taki wybór - albo sprzątasz, albo idziesz do tego młodego, wołającego "Aniaa chodź" (co oznacza u niej gotowość do zabawy) dziecka. Albo bachora. Jak kto woli.
Po sprzątaniu, które miało za zadanie dostarczyć mi chyba rozrywki ( Nie ma nic weselszego niż brudne patelnie i talerze), oczywiście musiałam wyjść z Nicolą na dwór. To nic, że siedziałyśmy w miejscu, w od którego około 20 metrów dalej znajduje się yyy... (idę policzyć) 14 ( chyba ,że nie umiem liczyć) uli.
I to nic, że ja mam uczulenie. Najwyżej zginę zaatakowana przez rój pszczół. Trochę głupi powód śmierci.
Do 18:00 bez żadnego konkretnego celu chodziłam po domu, tak tylko "żeby przeczekać". Oglądałam pająki tak przez cały dzień nic nie robią.. że im się tak chce :-)
Bartek odwiózł mnie do Polanowic.
Msza.. Hm, ksiądz się rozpędził trochę z kazaniem...;-D Ja ni mówię,że nieciekawe, gdzieżby. Ale ono chyba nie powinno zajmować drugie tyle co reszta mszy ? A może się mylę ? :-)
Adoracja. Frekwencja dość lipna, myślę, że wszystkich (oprócz "występujących" ) policzyć na palcach które posiada jeden człowiek ;-)
Ale się nie dziwię w sumie, niektórzy nawet nie wiedzieli o której godzinie jest adoracja. ( Ksiądz -Jarosław :-D- mówił, że o 18, a na ogłoszeniach nawet nic nie było napisane). No.. a reszta która w jakiś tam sposób miała okazję, żeby przyjść, ale jednak wolała się naje%%% to frajerzy. ( Aż mi się przypomniało dość trafne określenie na takich ludzi -"Ci którzy różańca i alkoholu nie odmawiają." Dobre, nie ? Nie ? ... )
Wracając do samej adoracji - dobrze było. Całkiem coś innego, niż słuchanie tej "nagranej wersji" przed komputerem.
Po wyjściu z kościoła Kamila zapytała po co przyjechałam , w końcu byłam w Byczynie już.. No faktycznie , byłam. Hm, pomyślmy. Mogłam zaśpiewać coś co chwilę wcześniej słyszałam czyli " Jestem tu by wielbić, by oddać chwałę" jednak.. nie umiem śpiewać. To by było przykre. Chyba nic nie powiedziałam. A na przyszłość - mogę nie przyjeżdżać jeśli moja obecność komuś przeszkadza :-)
Ksiądz zaprosił nas ( praktycznie wszystkich którzy byli w kościele xD) na plebanię ( ktoś się śmiał,że zostało mu ciasto z imienin które miał miesiąc wcześniej :-P)
Gdy rozdał mu obrazki wypaliłam, że czuję się jak na kolędzie. Może nie słyszał...
Do 21:30 czekałam z Klaudią i Patrycją na mojego tatę.
Patrycja wyśmiała mnie jak przestraszyłam się kamienia. Problem w tym, że on po prostu na ziemi leżał.. Ah, te moje urojenia. Niech się cieszy, że jak ją popchnęłam pod samochód Księdza to zdążyła "odskoczyć" :-D
W drodze do domu tata poinformował mnie, że jadąc wcześniej drogą między Proślicami a Polanowicami potrącił lisa. Kurde, godne podziwu -.-. Dalej tam leżał. Lis , nie tata...
Po powrocie do domu niby pisałam notkę.
O północy wyznaczyłam sobie za jedyny cel.. złapanie muchy. Olbrzymia była po prostu :-P Oczywiście mi się nie udało, to przykre. Tym bardziej,że poświęciłam na to jakieś 5 minut swojego życia.
"Są dni kiedy się śmieję
są kiedy jest mi smutno
fortuna bywa miłą
lecz bywa też okrutną
czasami deszcz mnie zmoczy
czasami słońce spali
a co mnie spotka jutro
o tym nie myślę wcale
Teraz już wiem jak nie czynić dobra złem
Teraz już wiem jak dobra nie czynić złem"
Farben lehre - Pozytywka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz