poniedziałek, 22 kwietnia 2013

22 kwietnia - poniedziałek

Idę do szkoły ze świadomością, że po dzisiejszych siedmiu godzinach lekcyjnych, mam spokój do końca tygodnia. I nawet poniedziałek nie wydaje się być taki zły.

1 lekcja - Matematyka

Byleby pozytywnie zacząć dzień! Kartkówkę udało się przełożyć na piątek. Sęk w tym, że mnie nie będzie. Nie do końca jest to fajne, bo i tak muszę to zaliczyć. To, czyli: "postać iloczynowa funkcji kwadratowej" oraz "równania sprowadzone do równań kwadratowych". Brzmi mega interesująco...

2 lekcja -Polski

Gadanie o szlachcie. Ale nie tej XXI wieku*, ale o barokowej.
*czytaj: obrazek kolesia z wąsem i monoklem ( który doprowadza mnie do agresji) na kwejku z wymownym podpisem, dajmy na to "Szlachta pije Frugo" czy też "Szlachta nie przepisuje, szlachta kseruje". No tak, te memy były śmieszne. Pierwszych pięć tysięcy razy. A teraz? Do porzygu...
W sumie nie wiem która "szlachta" gorsza - barokowa, czy współczesna...

3 lekcja - Przedsiębiorczość

Stado gówniarzy z tej IB, no. Serio. Zachowujemy się jak rozpieszczone dzieci.

4, 6 lekcja - Angielski

Wady i zalety internetu. No to do wad.... viruses, hackers... Zapomniałąm o hejterach! Ciekawe jak to brzmi po angielsku.... W sumie to jest spolszczone "hate"... Nie ważne. Hatters gonna hate. I tytle. Da bum tsss.

 5 lekcja - Chemia

Ostatnia ławka. Ławka kretynów. Dwóch rudych i ja. Czy może być coś bardziej patologicznego? :)

Ola: Ania, podciągnij mi ramiączko.
Ania: o.O yy...
Szymon: Odejdź, ja wam pokażę! Ja mam dziewczynę, wiem jak to się robi! :3

Większość lekcji przegadana z Szymonem na temat jego tyłka. No przychodzi Rudy do klasy, siada na chwilę, po czym stwierdza iż "dupa go swędzi od tego siedzenia".
Stary, to nie od siedzenia...:-) Czasem się trzeba umyć...
Albo mówi: "Kup mi bilet na koncert Bring me the horizon", a po chwili dodaje "dupy bym dał, żeby tam pojechać!"
Jakby to powiedzieć... Ja nie jestem zainteresowana, nie pomogę...

 Próbowałam siedzieć z kamienną twarzą skierowaną w stronę nauczycielki, i zezem.... ( ja wcale nie jestem dziwna. Liceum niszczy.)  Nie da się!

A tutaj pachnie kokainą! *---*

7 lekcja - Religia

Laaaajcik. Końcówka lekcji przegadana z Katechetą na temat koncertów. W maju coś będzie w EMAUS-ie. Raczej pójdę.

Droga do domu pokonana bez większych przeszkód. Gorzej z realizacją mych coraz ciekawszych pomysłów... Wyciągnęłam Kasię i Anię na rowery. Tzn. na dwór. Bo pomysł z rowerami był bardziej Kasi, niż mój ;-)

Jedziemy z Anią do Byczyny. Pojawia się pytania: gdzie mieszka Kasia? Wiedziałam coś o ratuszu, 150 metrach i zielonym X (cokolwiek to ma znaczyć).

Ania: Ułóżmy równanie : X = ratusz - 150m.
TAAAK... :D

 Nananana

 Stoimy w trójkę i przez kilka minut robimy sobie wzajemnie zdjęcia. Logika! ;-)

 Ania & mój fon.
 Plecak mój! ;-) 
 ;-) 

Nie opanowałam techniki robienia zdjęć "z ręki". So sad.

:P

Pojechałyśmy do lasu. Szalona wycieczka. W sumie większość czasu poświęciłyśmy na robienie sobie zdjęć. Z ręki. Cholernie kreatywne i rozwijające ;-)

Podsumowując kilometry które dziś przejechałam, wyszło mi, że... nie czuję nóg.
A tak serio to ponad 25. Nie jestem w stanie powiedzieć ile dokładnie, nawet nie chcę wiedzieć.



IDĘ SPAĆ.

sobota, 20 kwietnia 2013

20/21 kwietnia - sobota/niedziela

Kolejny cudowny koncert! A podobno ja nie lubię reggae... ;-)

Wszystko jest fajne, jak ma się dobre towarzystwo. A Ania i Sandra miały świetne towarzystwo! ( czytaj: mą skromną osobę ;-) ).

Przeszłyśmy pół Kluczborka; zrobiłyśmy milionpięćset samojebek i złamałyśmy wszelkie zasady normalnego zachowania. A przy okazji byłyśmy na koncercie... Niech żyją kretyni! :-D


Widzę dziś ile potraciłem oczekując zmian
Tutaj nic się nie zmienia jeśli nie zmienisz się sam
Piszę list, sam do siebie, te litery to mój krzyk
Jeśli nie dam sobie szansy to nie da mi jej nikt!                

wtorek, 16 kwietnia 2013

16 kwietnia - wtorek

Rozjechane żaby już leżą na drodze, czyli w końcu nadeszła WIOSNA! ♥
Taka śliczna ta pogoda; jaram się :-)


Patrzę na siebie... Patrzę na szarobury tłum.. Znów patrzę na siebie.. Co ja najlepszego zrobiłam?! Ania która łazi ze swoimi czarnymi myślami w czarnych ciuchach, dziś ubrała się na kolorowo. Pastelowo. Błękitne spodnie i różowa koszula. (Wczoraj spodnie miałam żółte... Jak promyczek. Albo raczej jak taki duuuży promyk).

Wczorajsze.

Kompletnie mi odjebało ;-)


1, 2 lekcja - Wf

Zwolnienie do końca miesiąca, więc siedzę w szatni. Teoretycznie powtarzam przed sprawdzianem z geografii. Teoretycznie ;-)
W praktyce bardziej przeszkadzałam Julce, która próbowała powtarzać matmę. Oj tam, i tak dostanie piątkę.

Przez drugą godzinę puszczałyśmy z dziewczynami bańki mydlane. Przez okno. Tak uroczo unosiły się coraz wyżej i wyżej... Aż w końcu jeb o ścianę i czar prysł, niczym marzenia o dobrych ocenach. Kaboom.

3 lekcja - Geografia

Sprawdzian. Oczekiwana ocena : 4/5.
Mam wysokie oczekiwania :) I wrażenie, że napisałam wszystko. Wiedziałam co to znaczy ONZ, PAH; coś o zielonej rewolucji napisałam, tak samo jak i o pierwszej rewolucji przemysłowej.
Moim jedynym problemem jest to, że nie umiem ściągać ;-) W sumie nie było takiej potrzeby, pisząc wszystko na komputerze mniej więcej ogarnęłam zagadnienia.
Będzie dobrze. Będzie dobrze.

4, 5 lekcja - Polski

Najwybitniejsi twórcy renesansu. M.in. Erazm z Rotterdamu i jego "Pochwała głupoty".
My mieliśmy za zadanie napisać swoją "pochwałę mądrości". Pierwsze co mi przyszło do głowy ( no ok, pierwsze było " ja pieprze") to... yy.. ale to co czytaliśmy to było prawdziwe. Szczere takie. No tak jest  że głupi ludzie mają łatwiej i są szczęśliwi - o niczym nie myślą, niczym się nie przejmują.

A później napisałam swoje zadanie. I żałuję, że nie przeczytałam jej na lekcji. Tak ładnie mi wyszło!
"Mądrość jest sprzymierzeńcem na każdej drodze w życiu, o ile droga ta kieruje ku samorozwojowi, nie samozagładzie". ;-)

6 lekcja - Religia

45 minut totalnego lajtu. Nawet notatki nie musieliśmy robić. Cudnie.

Najlepszy tekst na lekcji
Katecheta: Ania, Twój filmik robi furorę na facebooku i na yt! :) Ponad osiemset wyświetleń ma.

No ma! I Indios Bravos udostępniło go na swoim facebookowym koncie. I tam ma 689 lajków. Tyle wygrać.

O jaki chodzi filmik?


To może zacznę od początku... 
Sobota, 20:30 - koncert Indios Bravos w EMAUS-ie ! Cudowne :) Wprawdzie byłam tam po raz pierwszy, ale mam nadzieję, że nie ostatni. 

Pierwsza pozytywna akcja, jeszcze przed koncertem - jakiś koleś ( albo bardzo pozytywnie nastawiony do życia, albo zwyczajnie zjarany) przyniósł bongosa. I każdemu po kolei dawał na nim grać. Stwierdzam, że ja nie potrafię :) Nie można mieć wszystkiego.

Pomimo tego, że przyszłam sama, było po prostu rewelacyjnie. 
Klub jest mały, ale to w sumie ma to swoje pozytywne strony. Stojąc przy barierce ( szpan!!!) mogłam bez problemu odczytać z kartek leżących na  podłodze tytuły kolejnych piosenek. I wiedziałam, że moje ulubione ( Wolna wola & Wyjątkowo ważna) będą zagrane pod koniec. I nagrałam filmik ( wyżej.). Komórką. I nawet ładnie wyszło. Tylko głupio to musiało wyglądać, bo stałam niemal na przeciwko Gutka...

Dobra, koniec o koncercie. Było cudownie i kropka.
A dzisiaj.. Dziś postanowiłam pojechać do Byczyny. Rowerem. Szalona ja. 

9 km, prawie 35 minut... Mam totalnie.. No brak kondycji :)

Chwila dla której warto było przejechać te kilometry - Karolina zostaje zapytana przez proboszcza, dlaczego nie chodzi na msze w niedzielę. 
Kłamczucha >.< Wcale nie chodzisz, i wcale nie siedzisz na chórze, ćwoku! :D

I jeszcze pytanie do mnie "A Ty byłaś w niedzielę na mszy?" No w sumie byłam. W Jakubowicach.
I tak stwierdził, że często jestem w Byczynie. No racja :-)  


Na koniec kilka słitaśnych, komórkowych zdjęć z soboty. A ja idę ogarniać fizykę. Nawet nie "uczyć się", ale "ryć jak dzika świnia żołędzie!" O.

 Kap. Kaap. Kaaap.

 Tak, mój pokój.




środa, 10 kwietnia 2013

10 kwietnia - środa

Większość ludzi (czytaj: normalni, albo może bardziej zwyczajny)  przechodzi ospę jako kilkuletnie dziecko, a później ma spokój.
Ja niestety nie należę do grupy osób normalnych. Jestem wyjątkowa! :P

Święta minęły, nadszedł czas by do szkoły wrócić. I owszem, poszłam. Na jeden dzień.
W czwartek razem z Darią wylądowałam u lekarza. Bo Ospa. Młoda na prawdę była chora ( mam nadzieję że nigdy więcej nie będę musiała oglądać tak obleśnych plam, a co gorsza smarować ich lekarstwem - wszak to dziecko młode jest i głupie, sama sobie pleców nie dosięgnie).
Tak sobie myślę, że moja ospa była trochę bardziej urojeniem (do tej pory zastanawiam się czy bardziej moim, czy lekarza), chyba, że przeszłam ją ultra-łagodnie i dzięki tym kilku plamom jakie mi się pojawiły, będę miała spokój do końca swych dni ;-)
Dzięki tym kilku plamom dostałam też zwolnienie ze szkoły do piątku (a mimo to poszłam już dziś!), a z wf do końca miesiąca. To się nazywa zezowate szczęście.

Nie wiem dlaczego nie znalazłam czasu, żeby cokolwiek tu napisać. W teorii miałam 6 wolnych dni, ale byłam zbyt zajęta sprzątaniem, spaniem, oglądaniem, słuchaniem i myśleniem ( szukam w głowie fajnych czasowników, z jeszcz fajniejszą  końcówką -niem, ale chyba nic więcej nie robiłam. :-) )
Mam! Byłam zajęta uczeniem. Rosyjski na przykład. Pierwszego dnia mojego "chorobowego" zrobiłam część ćwiczeń. Albo matma! A w sumie.. Uczyłam się, ale coś nie pykło...
I to by było na tyle z mojej nauki...

Wydawało mi się, że najlepsze pomysły przychodzą do głowy zwłaszcza nocą. Do czasu. Niedziela, godziny mocno wieczorne (przed północą, grzeczne dzieci powinny już spać).
Stwierdziłam, że mogłabym obejrzeć jakiś fajny film. Mówiąc "fajny" myślę przyzwoity; przemoc może być, ale bez przesady ( jeszcze będę miała koszmary)  i dobrze, żeby czegoś nauczył. Czyli "Piła" odpada. ;-)
Myślałam o Avengers, ale... Wyobraź sobie rozczarowanie na mojej twarzy, gdy okazało się, że nie mam go na komputerze! :o Tragedia.

Po długich przemyśleniach zdecydowałam się na "Kto nigdy nie żył" ( po raz piąty). W tym przekonaniu utwierdziło minęło, że ten film jest na yt w 7 częściach, więc obejrzę 1, no może 2 części i pójdę spać.
O ja naiwna...
4 część - hm, jest wcześnie ( jakby nie patrzeć pierwsza w nocy to jest wczesna godzina); lecim dalej..
5 skończona... O! Ta 6 taka krótka jakaś.. A ostatnia jeszcze krótsza. Obejrzałam całość.
Przed drugą odeszłam od biurka.

Zawsze jak czytam opinie o "Kto nigdy nie żył" ( nigdy nie umiera.. na na na...) to mi się śmiać ( zwłaszczaz płonącej rzodkiewki. )
A jak oglądam to się nie śmieję.
Głupie to :(


Dobra, lecę. Jutro szkoła, spr z rosyjskiego, z polskiego, a dodatkowo na 8 lekcji Karolina tłumaczy mi matmę. Uwielbiam <3