poniedziałek, 28 maja 2012

28 maja - poniedziałek

 Choćbym nie wiem jak bardzo się przed tym broniła to* i tak nadejdzie.
(*Konkretnie poniedziałek.)

I pojawia się pytanie : Zwyzywają mnie znowu ? A może się im już to znudziło. Zobaczymy w szkole...

1 lekcja - Polski

W zeszycie zaczęłam pisać "boję się, boję się, boję się..." przy okazji nucąc fragment piosenki Terrorystan. [A ja się nie boję, zawsze robię swoje. A ja się nie boję, nie i robię swoje]
 Racjonalne zachowanie.

 Jak zaczynam pisać wyraz lęk przez r [tak, 'ręk'] to już nawet nie jest źle. Tragicznie raczej :-)

 2 lekcja - Muzyka

Za zeszyt 5, za sprawdzian 1. Coraz bardziej upodabniam się do mojej mało ambitnej klasy. ( was pojechałam teraz, nie ? :-) )

Kogo nie ma ?
Tomek : Marzenki ( Kasia), Jadźki ( Bartek) 

Pan: Ona ma ogromną wiedzę
Klasa: Ale jeszcze o tym nie wie..

Zioło ma zwarcie. I przegrzany procesor.  Bywa.
(Ja też chcę.)

3 lekcja - Godzina wychowawcza

W piątek mamy jechać na dzień otwarty do Polanowic.
Ho ho ho.. No chyba nie.
Wspaniałe plany na dzień dziecka. A jak wrócę do domu to się napiję wody z butelki po Piccolo. Żeby uczcić ten dzień.

4 lekcja - Matematyka

Tomek dorwał jakiegoś owada i spakował go do jednorazówki. Uroczo.
Tomek: Bo on chciał Natalkę ugryźć! Ja go wypuszczę. Bo kogoś ugryzie. A wie pani.. To jest karetka, szpital...
Leciii :-)

5 lekcja - WDŻ

Nic innego jak tylko to,że " bardzo lubię tą lekcję" nie przychodzi mi do głowy. Sorry :-)

TAK ! Idźcie do szkoły do Polanowic ! Bo.. nie będziecie anonimowi!
( tak, to jest argument. W sumie to ja jeszcze nie złożyłam podania na mat-inf na Mickiewicza więc.. :-) Lol.)

Jeszcze można było by wspomnieć, że ilość maturzystów którzy zdali jest porównywalna do ilości mięsa w parówkach.
Niewiele.

Pięć lekcji. Tylko pięć lekcji. Tak fajnie :-)

Po powrocie do domu ogarnęłam duży pokój i trochę kuchnie. Może tego po mnie nie widać, ale nie lubię chlewu.

Zrobiłam pranie. ( Tak, jest to dokonanie. Na facebooku powinnam się tym pochwalić.)
Wracając doi tematu - zrobiłam pranie. Nie tylko swoje. Darii też. Niech czasem też będzie ubrana w czyste ciuchy. ( Ale tylko czasem. Zazwyczaj chodzi w brudnych. Niech wie, że jej nie lubię. )

Zadzwoniła Ania. Sorry, nie pojadę z Tobą oddać podania jutro.
I się sfochała. Bywa.

Wymyśliłam chyba najgenialniejsze kanapki na świecie - tosty z bananem, czekoladą i toffi.
Nie, nie jestem normalna.
Tak, dupa rośnie.

Wieczorem, odrabiając lekcje narysowałam sobie na ręce znak "skażenia biologicznego"
( Zombie Boy ma taki na klacie ;-D )

Czasem jak patrzę na niektórych ludzi, żałuję, że aborcja nie jest i nie była legalna.
Nie ma tak łatwo, nie?
[kropka i wykrzyknik.]






Tak się boję o siebie
Że zostanę sam
O swój psychiczny stan





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz