wtorek, 15 maja 2012

15 maja - wtorek

Wstałam. Jest to jedno z największych osiągnięć jakich dzisiaj dokonałam.

Jedziemy na wycieczkę, la la la..
Przydałoby się coś do żarcia. Ruszam zatem na podbój jednego z Byczyńskich supermarketów. Chipsy czy ciastka ?  Zdrowy rozsądek zapewne podpowiadałby mi, że nic. Niestety ja takiego nie posiadam więc padło na ciastka.

Czas spędzony w autobusie został spożytkowany głównie na jedzenie i rozmowy na temat pań stojących przy drodze. Nie moja wina, że każda wycieczka dalej niż za Opole kończy się na tym temacie. I to nie ja zaczynam te rozmowy.

Jesteśmy na miejscu. Czyli w Muzeum Wsi Opolskiej.
Co będziemy tutaj robić ? W czasie 3 godzin możemy sobie chodzić, zwiedzać, rysować, malować, szkicować albo pójść do toalety. Co kto lubi.

Poszłam z Anią i Julką do jednej z "chat". Pani przewodnik udzieliła nam bardzo wyczerpujących informacji dotyczących zwiedzanego przez nas obiektu. Niestety niewiele zapamiętałam. To przez to, że jak do mojego mózgu próbuje się dostarczyć zbyt wiele informacji na raz, to on się przegrzewa. I wyłącza. I pozostaje tylko głupawy uśmiech na mojej twarzy.

Mijałyśmy kolejne izby, kościół, młyny. Zatrzymałyśmy przy kapliczce w celu zrobienia jej szkicu. Julce i Ani ten plan się powiódł, mi niestety zamiast kapliczki wyszła cegła.[Pierdzielę, nie rysuję] Stwierdziłam,że mogę narysować kosz na śmieci, ewentualnie plastikową butelkę leżącą obok niego, ale kapliczka przerasta moje umiejętności.

Julka : Chcecie sezamki?
Ja: Mhm. A chcesz ciastko?
Julka: No, później. A ty Ania ?
Ania: Nie. Bo ja nie mam ciastek.
Ania nie ma ciastek, za które chciałaby się wymienić. Nie no, w sumie jak już musisz to trzeba było nazbierać kamyków i nimi zapłacić. :-)

Julka : A sezam się nie trawi. Bo jest ..( z czegoś tam, Julka wie, ja niestety nie mam pojęcia ). Będą ziarenka w kupie!
Ziarenka w kupie.Tak niewiele potrzeba, żeby sprawić Julce radość ;-)

Następnie zatrzymałyśmy się przy młynie. Miałyśmy go rysować. Ja odwróciłam się w drugą stronę i zamiast młyna wyszły jakieś chaty. Bywa.

Kolejna chata do naszkicowania. Dość nędzny ten rysunek wyszedł, jednak nie mogę narzekać, bo zaraz Julka wypali do mnie z tekstem "Nie pyskuj".

Znalazłam w torbie swojego "einhorna". W sensie Twilight Sparkle ;-)

Ilona : Po co Ci to? Na szczęście?
Ala: Nie, na pecha.
:)

 W drodze powrotnej powrócił temat poruszony już wcześniej.
 Ania zrobiła mi warkocze ( które po chwili wyglądały jak dredy).
Dziewczyny z tyłu najprawdopodobniej stały.
Z przodu jakieś dzieci puszczały największe przeboje "one direction" ( czy jakoś tak. Nie mam ochoty sprawdzać jak to się pisze. Głupi zespół. Dlatego napisałam z  małej litery. Haha ha. Ha.)
Magda czytała jakąś mangę, cały czas była strasznie nią podekscytowana. Podjarana  sumie.

Wracamy do Byczyny. Poszłam do gimnazjum po gitarę. W drodze do przedszkola Maciek i Daniel poinformowali mnie, że gitary nie będzie. Kurr... No nic, biegnę jak nadpobudliwe, otyłe dziecko przez park, z nadzieją, że może jednak zdążę na autobus. W dupie, nie zdążyłam.
Przesiedziałam godzinę pod Grodzką. Początkowo nawet nie potrafiłam  się złościć na Paulinę, jednak później stwierdziłam, że jak ją znajdę to.. zabiję zjem. ( Uważaj. ;-) )

Po powrocie do domu odrabiałam zadanie z wos`u i kończyłam gazetkę o anime.
Chyba tyle. Się rozpisałam. ( Tak, to był sarkazm.)

Obiecuję, że kiedyś urządzę wszystkim takie piekło, przy którym historia z "Sali Samobójców" będzie jak bajka na dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz