środa, 9 maja 2012

8 maja - wtorek

Wstałam o 6:28. Cholera wie po co. Przynajmniej nie byłam śpiąca - energetyk swoje robi ;-)

1 lekcja - Polski

Wszyscy zawsze uciekają. Ale nie, jeden wzór do naśladowania pozostał - JA :-D Już może nie powinnam pisać, że w tym roku nie opuściłam ani jednej godziny, bo to monotonne i nudne;
Ale ja nigdy nawet nie uciekłam z lekcji ;-)
Tak myślę.. 12 września.. roku nie pamiętam, ale to była 4 klasa (moje urodziny)... I na wolnej lekcji poszliśmy zamiast na świetlicę poza teren szkoły ^^ Hardkor. Ale dobra, to się nie liczy. I uwagi (negatywnej ;-P ) też nigdy nie dostałam.

Dobra, wiem, przynudzam. Jak zawsze :-D
A w sumie.. Mój blog i mogę napisać co chcę.
I tak nikt tego nie czyta. Ok, Julka czyta :-D I kiedyś ponoć Ksiądz wchodził, po to by sprawdzić czy nie piszę tego czego  nie powinnam pisać :] I kiedyś Patrycja czytała.. ( i pół klasy 3 c :-D ) I "Pani Pedagog", nie ? ;-)

Od 9:00 jedziemy się germanizować ( z Ewą, Asią, Anią, Magdą, Kasią)
Jak my się dogadamy ? :-D ( "Only Polski ! :D )
Moja znajomość języka niemieckiego ogranicza się do rozumienia części z tego, co ktoś mówi. Niewielkiej części, ale zawsze coś. Ale żeby coś powiedzieć ? Yyy.. Geradeaus, links, rechts ( niemal jak nawigacja)  ; Einhorn :-D ; Ja, ja :-D ; schnell...xD ; jeszcze "Achtung" i ewentualnie "Arbeit macht frei".

Dziewczyny podpowiedziały jeszcze "Hände hoch". Tak, to mi się na pewno przyda. 


Pakujemy się do busa ( ciemnozielony niczym czołg). Bynajmniej nie wyglądało to jakbyśmy do jakiegoś obozu miały jechać.  
Magda zabierała mi chipsy z torby. I dobrze, przynajmniej nie była tak wypchana :-) 


Zaczniemy od teorii. Współczuję Pani która musiała wczuć się w rolę tłumacza.
Takie nawet ciekawe to było. Nawet ;-)

Tak na początek.. uwalimy sobie ryje gliną. Dobra? Protestów nie ma. Żeby pokazać w jaki sposób mniej więcej wyglądaliśmy zamieszczę moją sweet focię ( wrażliwe osoby w tym momencie powinny zamknąć oczy )
Takie tam z gliną na brodzie. So sweet.

Następnym punktem programu był obiad, w czasie którego sprawdzałyśmy w moim słowniku w telefonie jakieś zwroty po niemiecku. Bardzo przydatne zwroty ;-)

Jazda przyczepą do lasu (czy nam na pola) czyli część która najbardziej przypadła do gustu Magdzie.
W czasie" jazdy" na rozpoczęcie z całej siły uderzyłam tyłem głowy w jakiś metalowy pręt ( ciekawie się zaczęło). Rzucaliśmy się słomą. Całkiem ciekawe zajęcie, prawie tak samo jak wyciąganie jej z włosów.
W sumie nie wiem kto zaczął, ale śpiewaliśmy. Same hity pokroju "Czarnego ciągnika" i " Plastikowej biedronki". Tak mi się wydaje, że Niemcy patrzeli na nas z lekkim przerażeniem chyba. Jak na opętanych. Albo chorych psychicznie ;-)
Z Magdą która narwała jakichś chwastów i w sadziła mi do kieszeni w kurtce. Uroczo.
 
"Robimy głupie miny" 
 
To zdjęcie jest... trudne do ogarnięcia. Wytłumaczę...;-)
Magda - żre trawę;
Kasia  - chyba mina a`la bober;
Asia - zaciesza / uzmysłowiła sobie ,że jedzie przyczepą pełną siana. I Niemców.;
Ewa - dobra, tego nie ogarniam :D ( Ewa, co ty robisz ? ;->);
Ania - robiła "dzióbek" ale jej nie wyszedł. Ojoj.
A ja.. Ja robię zdjęcia ;-)

Jeszcze Kasię ( która mnie zabije ) mam :-D 
 ;-)

Zatrzymaliśmy się na chwilę. Po to żeby nasi "niemieccy koledzy" mogli zrobić zdjęcia.. pól i łąk ( no co, może u nich nie ma ? Chociaż jak ostatnio byłam, to wydawało mi się ,że były.. ;-) )

Z przykrością stwierdzam,że lepienie z gliny, to jedna z tych rzeczy ( zaraz obok śpiewania, tańczenia i biegów dłuższych niż na 15 metrów)  w których mistrzem nigdy nie będę.

 To z lewej to miał być jednorożec, ale wyszła krowa z rogiem na środku głowy; z prawej czaszka.. Chyba da się domyślić  ?

Nasze spodnie po "zabawie przy kole garncarskim" . Lol.

Po ulepieniu wielu nieciekawych rzeczy z gliny, umyciu się ( i stwierdzeniu, że te spodnie jednak trzeba wyprać... ) poszliśmy na coś w rodzaju ogniska.
Zaczęły się też "rozmowy z Niemcami".

Jestem mistrzem. Idę do dwóch dziewczyn.
Ja: Hi. Ich bin Ania. Und du?
X: Sahsfafahftharst ( tak to odczytałam.. )
Ja: Yyy... Don`t understand..( przerzucam się na angielski :D ) Can you.. yy.. POWTÓRZ.
xD "Can you.. powtórz? "
Dobra, po trzecim razie zrozumiałam - Saskia. Druga to "Dżeki" (tak się wymawia, cholera wie jak się pisze ;-) ) 

Poszłam do dziewczyn które stały na takim jakby mostku razem z jednym z Niemców. No to wyskakuję z moim "Ich bin.."  Bo one nie zapytały jak ma na imię. Max. Niczym pies. :D
Fajnie wymawiał nasze imiona - Kasia - KaSZa ; Asia - Ajsja ; Ewa - to było coś w rodzaju.. jakby się dławił xD Takie : Yhyhtyswfrgt..Ewha. :-D

Później siedziałyśmy i dziewczyny rozkminiały jak zapytać od ilu lat można .. legalnie w Niemczech.. palić i pić xD ( Ja ich nie znam ;-) )

W końcu Ewa jakoś po angielsku zapytała. Ale on chyba zrozumiał czy on pije..
Max: Only beer. No vodka.
xD

Magda chciała zapytać czy umie tańczyć. Wyskoczyła z tekstem " You can dance". Tak, tak..  I "Must be the music" ;-)

Jeszcze trochę rozmawialiśmy, później się skończyło i pojechaliśmy geradeaus zum dom. Tzn cała reszta, nie ja. Wprawdzie jechaliśmy przez Jakubowice, ale jeszcze gitara. "Geradeaus zum Byczyna" :-)

Przyjechałam do szkoły, żeby zabrać gitarę i wrzucić saszetki zapachowe do szafki w szatni.

Siedzenie w parku w "lekko" brudnych spodniach - bezcenne. Mogłam sobie chociaż jakiś worek cementu zorganizować, to by było jakieś wytłumaczenie..

Czekając pod salką rozkminiałam co może oznaczać "Msza dla młodzieży" ( piątek, 19). A później przyszła Paulina. I doszła do wniosku,że musi skorzystać z toalety. A klucza nie ma.. ( ciekawe gdzie jest, nie ? :D ). No to.. W bibliotece jest wc.
Poszłyśmy, pytam bibliotekarki czy można skorzystać ( ona akurat z tej toalety wychodziła ) Ona, że miała umyć szklankę, ale że możemy.. Spoko..  W międzyczasie weszła tam coś sprawdzić ( jak dla mnie to wyglądało jakby załatwiła potrzebę i nie była pewna co do tego, czy spłukała wodę; Paulina twierdzi ,że ona się bała, że jej do szklanki nasika, czy coś w ten deseń ;-) )

Paulina miała problem, bo toaleta w bibliotece jest taka.. specyficzna. Po prostu jeśli już się na niej usiądzie, to drzwi nijak nie da się zamknąć, bo kolana się nie mieszczą. W takiej sytuacji trzeba zachować się jak ninja ;-).

Gitara. Czyli trochę niby gramy, trochę Maciek śpiewa ale mu sie wychodzi, a trochę robimy wszystko inne. Normalka ;-) Tylko,że tym razem wcale gra nie szła. To przez to,że Daniela nie było ;-D (on zawsze śpiewa. A dzisiaj śpiewał Maciek.. xD)


Przyjechał po mnie tata ( wcześniej dzwonił. A ja się wystraszyłam swojego dzwonka - Sabaton ..;-) )


Po powrocie do domu wyprałam spodnie, a później  na jakieś 20 minut weszłam na neta.
Poszłam spać. Tak.. od 18:30 do 20:30..

Trochę zimno. -Dominik, weź się do czegoś przydaj.. ( czytaj: rozpal w piecu ). Drewna nie ma w kotłowni. Co w takiej sytuacji robi Ania? Jak prawdziwy hardkor - zakłada dwie bluzy, i idzie po taczkę, żeby przywieść drzewo spod wiaty :-P
 Co jak co, ale taczką jeździć umiem :D

21. No to zaczynamy zabawę w odrabianie zadań domowych. (Energetyk i siedzisz do pierwszej :-) )
Angielski - zamiast 92 strony w książce, zrobiłam ją w ćwiczeniach. Jeszcze się dziwiąc, po co Pani to zadała, skoro omawiamy 7 dział...;-)
WOS- relklama . OMG, co ja napisałam...:D
Pasta do butów o smaku czekolady . Promieniotwórcza, powoduje alergie, nielegalna, nie przewodzi prądu i jest polecana przez więźniów politycznych na Ukrainie. A tak w zasadzie to produkowana jest przez rumuńskie dzieci, w chińskich fabrykach, pod patronatem rosyjskiej mafii ;-)


:-D

Religia - tak ładnie mogłam zrobić to zadanie.. Ale nie.. Takie trochę dziwne to wyszło.. Jeszcze pod koniec zaczęłam śpiewać "Moralne salto" i napisałam na końcu zadania pół tekstu piosenki... ;-)

Ona coraz śmielszą ma chęć
W kuchni palnik z gazem
Sama sobie wydaje się tłem
a życie jej puszcza się płazem
Ona przeklina ten dzień
I siebie przed ołtarzem
Nie pytaj mnie skąd o tym wiem
Opowiem ci o tym innym razem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz