niedziela, 6 maja 2012

5 maja - sobota

Obudziłam się około 10 po to by robić mnóstwo mniej lub bardziej interesujących rzeczy. Przykładowo czytałam gazetę, oglądałam tv, sprzątałam. I jeszcze poszłam pranie powiesić. I siedziałam przed komputerem :-)

Jak tata robi coś na TauRIS`ie ( coś w rodzaju komputera, tylko, że klawiszy jakby mniej .. ;-) ) to znaczy że w najbliższym czasie jedzie na zebranie gołębiarskie, ewentualnie zbliża się.. lot.

Jeszcze bezcenny komentarz specjalisty ds. gołębi, czyli mojego taty
" Zebranie to jest pierdoła. A lot.. Lot to jest wydarzenie sezonu"
:-D

Tata  przyjechał z zebrania gołębiarskiego ( czy tam : hodowców gołębi pocztowych. Bez różnicy) . Tak się zastanawiam - on chyba przez to ,że tak często jeździ na te zebrania, to później ma coś w rodzaju .. wyrzutów sumienia ? Bo zawsze przy okazji jedzie do sklepu i kupuje pełno słodyczy :-P Chociaż taki pożytek z tych gołębi.

Niezwykle interesująca rozmowa Moja, Karoliny i Magdy;-)

· · · Piątek, 23:01 ·


W pewnym momencie stwierdziłam,że tak właściwie to ja jeszcze żadnych lekcji nie odrobiłam. Wypadało by przynajmniej zobaczyć czy coś było zadane. Taka tam formalność.
Matma, wf,biologia, wdż- nic ; Edb - miałam się uczyć ale mi się nie chce; ; Muzyka - o, jest. A, to się jutro zrobi.. a reszta to tam. Z nie ma innych przedmiotów w poniedziałek, się zrobi w tygodniu ( a w tygodniu będę ubolewać nad swoim brakiem mózgu czy tam wyobraźni - w sensie, że będę żałować, że nie odrobiłam lekcji wcześniej. No). Więc .. mogę sobie posiedzieć i nic nie robić.

Bartek : Tata chciał żebyś mu zaniosła na ogródek nasiona fasoli i ogórków.
Wyczuwam podstęp, bo w końcu Bartek sam mógłby to zanieść. No ale spoko, zaniosę i wracam do domu.

Przyszłam na ogródek, daję tacie tamte rzeczy i mówię, że ja spadam. No bo w końcu tylko przynieść miałam. O ja naiwna ;-)  Tata wyjeżdża z tekstem, że mogłabym mu pomóc siać, ( uwaga)... budyń. W dodatku "nie w torebkach, tylko luzem" ( tak powiedział) .  Nie ogarniam, tego człowieka :-)  ( btw - budyń to świetny deser ale nie sprawdza się jako sanki xD ) Później jednak zrezygnował z siania budyniu, na rzecz fasoli.

Się nauczyłam siać fasolę. Wpiszę sobie to kiedyś w CV. Zaraz pod "szczątkowa znajomość języka niemieckiego" :-D
Po "zasianiu" 1,5 rządka przeze mnie , przyszedł Dominik aby poinformować mnie, że mam iść pod remizę. Bo? Bo śnieg. Nie no, MDP ma wyciągać jakieś kamienie z ziemi. O kurczę, o tym marzyłam, biegnę.. Się przebrać do domu. A później pod tą remizę, no już pójdę, no ;-)

No to wyciągamy te kamienie  takiej wielkiej góry ziemi. Dla mnie to wyglądało jak kostka brukowa, ale ja się nie znam. W każdym bądź razie - wyciągać i odrzucać na bok.
Ja piernicze, to taka fajna zabawa.. Niby do aquaparku mamy jechać jak już zrobimy całość. Zobaczymy..
Jeszcze nadmienię, że mam rozwalone ręce ( uczulenie na cośtam) + dodatkowo zrobiłam sobie odciski na dłoni ( oczywiście od razu "przy pracy" mi się rozwaliły) także wyglądam ( przynajmniej moja prawa dłoń) jakbym sobie oblała ją kwasem. Czy czymś jeszcze ciekawszym.

W drodze do domu zorientowałam się, że mimowolnie nucę "Odę do radości". A z Dominika się śmiałam jak hymn szkoły śpiewał.

W zasadzie nic konkretnego nie robiłam przez cały dzień.
 Wieczorem przyjechała Nicola. Chora. Oglądałyśmy "My little pony " :-D ( Twilight sparkle ! ;-D )
W nocy oglądałam urywki jakiejś komedii.
A w nocy była BURZA.:-)
O 22 , jak już zaczęło padać, przypomniało mi się, że moje pranie wciąż wisi na dworze. Czeka na mnie.
To było coś w stylu mówienia sama do siebie : Nie patrz dalej niż sięga światło latarki. Najlepiej wcale i nigdzie nie patrz. Uciekaj.

Tłukę w te klawisze jak opętana.. Robię mnóstwo literówek i chyba w ogóle piszę trochę bez sensu. Jak zwykle ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz