piątek, 23 marca 2012

23 marca - piątek

Wstałam ok. 6. Chyba nigdy nie zrozumiem jak można spać 5 godzin(!) i dobrowolnie, bez budzika obudzić się. Mimo tego, że do odjazdu autobusu było jeszcze dobre półtorej godziny i tak nie jadłam śniadania (znowu piszę o jedzeniu.. czy ja nie mam ciekawszych tematów? Najwyraźniej nie mam.) bo.. nie wiem. Może dlatego,że uczyłam się z chemii.

1,2 lekcja- Próby przed przedstawieniem.

Przebieramy się w 10. Ola miała chyba naj..lepszy strój z nas wszystkich. Dobra, złośliwa jestem (znowu). Ale to nie ja określiłam ją mianem Miss 1864 :-D Niestety nie mam żadnych zdjęć. Szkoda trochę.

Przedstawienie o szczurach i szczurołapie. Tak w skrócie. Rozwijając myśl, dodam,że byli też tam mieszczanie ( lub jak kto woli : wieśniaki) , burmistrz i cała szlachta czytaj skarbnik ( ja) , sekretarka (Ania) , żona burmistrza (Ola) i jej córka ( Julka).

Mój rola to 3 kwestie. Proste do nauczenia, teoretycznie. W praktyce wyglądało to tak, że rolę dostałam w listopadzie, a na próbie generalnej miałam kartkę z tekstem.

3 lekcja - Przedstawienie

Pomijając fakt ,że w jednej scenie wszystko pomyliliśmy to było całkiem ok. Myślę,że nawet gdybyśmy zaczęli przeklinać po niemiecku i tak nikt ( oprócz nauczycieli) by się nie zorientował.

Najbardziej powalająca w przedstawieniu była muzyka.
Nie, sorry, najbardziej powalająca była ostatnia scena. Chodziło mniej więcej o to, że wyszliśmy na środek "sceny" i płakaliśmy za dziećmi wyprowadzonymi z miasta przez szczurołapa.
Leciały zatem teksty typu "Gdzie są moje dzieci których nigdy nie miałam" itp.

4 lekcja - Religia

Cała klasa zła, zszokowana i nie wiem co jeszcze z powodu tego,że nie zostali zaproszeni na oglądanie przedstawienia. Ups. Przepraszam bardzo, ale.. wyobraźcie sobie zachowanie chłopaków ( i nie tylko ) na tego typu "imprezach" Jest ? No to chyba powinno być logiczne, dlaczego naszej klasy tam nie było.

Magda chce korektor.. Jak lubi... :-D
( Zrozumieją tylko Ci którzy byli na lekcji, reszta nie musi)

5 lekcja - Chemia

Sprawdzian.
To kiedy można poprawić ?
Tylko na poprawę trzeba się nauczyć. Jak na razie to za ten sprawdzian dostanę 2, na 3 nie ma co liczyć.
Kompletna porażka.

6 lekcja - próba

Żeby nie pomylić się na drugim przedstawieniu zrobiliśmy jeszcze jedną próbę.

Na tej lekcji był polski, więc musiałyśmy na chwilę iść do klasy. Głównie po to, żeby usłyszeć jak Pani ochrzania chłopaków itd. Dowiedziałyśmy się, że mamy się dowiedzieć czego inni dowiedzieli się na lekcji :-) Bez sensu.

Na próbie wszyscy się śmiali. Prawdę mówiąc to trochę się bałam tego co będzie na przedstawieniu.

7 lekcja - Przedstawienie

Na tym przedstawieniu byli rodzice. Mój tata nie byłby moim tatą gdyby się nie spóźnił. To jest norma po prostu.
Nie pomyliliśmy się, było dobrze.

Trzeba było sprzątnąć całą "scenografię", gazetki, ławki, krzesła,.
Pierwsze 4 ławki niosłam z Olą, później brałam je sama. Jeszcze dziewczyny się dziwiły, że "daję radę sama". Pf, co, "Ja nie dam rady" ? ;>

Po trzecim przejściu na drugie piętro nie czułam już nóg.

O 15:10 skończyliśmy sprzątać, na świetlicy poza poodrywanymi od taśmy kawałkami ścian nie było większych śladów tego, że odbywało się tam przedstawienie.

Wyszłam ze szkoły z kilkoma osobami z 2c, m.in Radkiem i Olą.
Z Olą szłam aż do parku, gdzie stwierdziłam, że dalej nie idę.
Usiadłam na ławce i oglądałam jak jakieś kruki czy wrony się.. biją. Dosłownie.

Nudziło mi się, więc napisałam do Karoliny . Powiedziała, że jest na polach za jej blokiem i jak chcę, to mam przyjść. Znalazłam jej blok, pola też.  W końcu znalazłam ją, początkowo wyglądała jak zielona plama.
Była na spacerze z kotem. Chwilę chodziłyśmy po polu, później pokazała mi piaskarnię. Pokazując mi dość strome zejście w dół chyba liczyła na to,że się na nim zabiję. Nie zabiłam się jak widać. Ale jednak z plecakiem i kurtką w ręce ciężko było zejść.

Szłyśmy  w kierunku jej bloku, mijając całą masę wyrzuconych śmieci w formie foteli, ubrań i takich tam różnych innych ciekawych rzeczy. I nam się "bazy" przypomniały.
Ja miałam bardzo dużo "baz " jak byłam młodsza. Teraz już nie mam, dziwne , nie ? ;>
Pamiętam, że kiedyś,żeby mieć bazę z Babusiem musiałam przejść test. Polegał on na przejściu po patyku o średnicy ok.10 cm przez hm.. taki dość szeroki rów. Trochę wody nawet tam było. To teraz zastanawiam jak ja przeszłam i przy okazji nie złamałam tego patyka.

Wracając do teraźniejszości.. Karolina zaniosła kota do domu, ja czekając przed blokiem próbowałam włamać się komuś do internetu, ale mi się nie udało. Poszłyśmy do polo po Tymbarka, później na stadion, gdzie miała biegać Magda. Nie było jej, więc Karolina zaproponowała ,że pójdziemy po Julkę. Ok, mi to pasuje, uwielbiam zatruwać życie innym.  W drodze Karolina puszczała jakieś japońsko-koreańskie piosenki :-D

Czekałyśmy na Julkę z 10 minut bo musiała się przebrać :-)
Jak wyszła próbowałam udawać świadków Jehowy tekstem " Czy chciała by pani porozmawiać o Bogu? " ale chyba nie zrozumiała o co mi chodzi... :-)

W drodze do.. żadnego konkretnego miejsca właściwie rozmawiałyśmy o "Mięsnym Jeżu" :-D ( To jest porażka..xD ) później o tępych serialach typu "Pamiętniki z wakacji", "Dlaczego Ja".. To jest tworzone dla chorych psychicznie ludzi..
Później Karolina i Julka dyskutowały o "gatunkach drzew", ja się wole nie wtrącać. Z drzew rozpoznaję dąb, kasztanowiec i lipę. W gruncie rzeczy to nie jestem pewna co do tego ostatniego.

Jakoś tak wyszło, że w okolicach kościoła zgubiłyśmy Karolinę.
Czekałyśmy aż skończy się droga krzyżowa. Zastanawiałyśmy się, czy proboszcz dorobił dodatkowe stacje... No i tak w zasadzie to ma świetny głos. Tak, to był sarkazm.. :-D
Msza. Nie będę opisywać bo znów Babuś mnie wyśmieje.

Kręgi. I po kręgach.
Znów przyszedł Mikołaj :-) ( i znów to zabrzmiało jakbym była nie w pełni normalna.. Mikołaj w marcu :-)) I  sprawdzał nasze umiejętności z zakresu znajomości słówek po angielsku. Tall, have, mouse. Co, ja nie wiem? Wiem ;-D  ( W przeciwieństwie do Kamili która zna chyba tylko dwa słowa : pig i pink. )

M:Co to znaczy "kał" ( cow, czyli krowa) ?
X:Kał ? Kupa.
xD

Julka jest cholernie troskliwa. W momencie gdy usłyszała, że od rana jadłam tylko bułkę ( którą notabene kończyłam na salce) to wnioskując z jej miny chyba chciała paść na zawał. Ale nie padła. Próbowała mnie dokarmić frytkami, ale jej się nie dałam. No dobra, tylko trochę ;-)
Gdy się dowiedziały z Patrycją, że od "po szkole" włóczyłam się po Byczynie to powiedziały ,że w przyszły piątek idę do Julki, a w następny do Patrycji. Trolololo, i tak nie przyjdę . Chyba. Schowam się w lesie. W parku ewentualnie.

Julka - spokojnie, ja nie jem w czasie tygodnia, ale nadrabiam w weekend. Luzuj łydy :-D

Moja rodzina mnie nie kocha i chcieli żebym nocowała na salce. Z wielką łaską przyjechał jednak po mnie Mateusz :-)
Około 21, kompletnie wykończona ( w zasadzie nie wiem czym ) byłam w domu.
 "Padłeś?-Powstań!"  ? Nie tym razem. Dlaczego?
Położyłam się na chwile, tak "żeby odpocząć" przed napisaniem notki ale niestety.. zasnęłam.


Ona coraz śmielszą ma chęć
W kuchni palnik z gazem
Sama sobie wydaje się tłem
a życie jej puszcza się płazem
Strachy na lachy- Moralne salto 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz