niedziela, 11 marca 2012

10 marca - sobota

Pobudka o 7:00. Nie ma lekko.
Julka ( jako osoba decyzyjna w sprawie wstawania) : To co, jeszcze 5 minut?
Ja i Patrycja: Mhmm..
Człowiekowi do szczęścia brakuje czasem tylko tych "pięciu minut"

Jutrznia w kaplicy.

Entuzjastycznie rozpoczęty poranek, a to tylko za sprawą parówek.
Stwierdzam, że ludzie z Byczyny zjedzą WSZYSTKO.
No jak się podpuszcza ludzi tekstami " Co, WY nie dacie rady" to on dadzą radę.. ;-D

Siedziałyśmy w 7 osób  Paulina, Kamila, Agnieszka, Patrycja, Julka , Ja i jeden z księży, przy jednym stole, przy drugim stole reszta.
Mając w "składzie "Agnieszkę nie przypuszczałam, że ona potrafi zjeść.. dużo :-D Niepozornie wygląda ;-)
I zyskała "dzięki temu" nowy pseudonim - "Śrutownik" :-D

"Spotkanie w Grupach". Śpiewamy psalm. Dzięki, ale sama nie zaśpiewam. No . Więc nie musiałam.

Msza w kaplicy. Fajnie było ale nie śpiewaliśmy "Niechaj zstąpi duch Twój " :c

Jeden z głównych punktów programu , mianowicie - obiad.
O ile się nie mylę to jakieś mięso z kurczaka było. To się podobało Kamili , która " lubi świnki, bo są słodkie" z tym ,że lubi patrzeć, nie jeść.Za to kury lubi jeść, ma do nich uraz bo kiedyś ją goniły chyba. 
Trzeba się strzec, bo najwyraźniej Kamila zjada swoich wrogów :-)

Idziemy. Gdzieś. "Któryś z księży ma tam znajomości"
Ja: Idziemy do Biedronki!
Okazało się, że nie chodziło o biedronkę....
Poszliśmy do zakonu.Do sióstr Józefitek które były nadmiernie wesołe. Takiego śmiechu nawet ja nie mam.

Opowiadały o tym jak tworzy się ikonę i o tym co robią w ciągu dnia.
Totalnie rozbroił mnie tekst siostry Rity : "W czasie wolnym możemy się na przykład pomodlić" :-)
Ale mogą też grać na gitarze ( Paulina grała z jedną z nich :-) ) , grać w siatkówkę, czytać, czasem słuchać muzyki i nawet jakiś komputer mają. Generalnie stwierdzam, że ja nie dała bym rady wytrzymać w klasztorze.Pobudka 5:15 (!), Jutrznia, śniadanie w ciszy (!), zajęcia z "siostrą mistrzynią" , jakaś praca itd.
Za trudne. Monotonne. Choć gdyby się tak zastanowić - moje życie też jest monotonne. Szkoła, facebook, blog, szycie, rysowanie i czasem jedzenie.

Wychodzimy, większość poszła zobaczyć jeszcze gdzie grają w siatkówkę. Stoimy z Patrycją i Magdą, chyba małe rude też było z nami. No więc myślimy dlaczego nie moglibyśmy przejść się do Biedronki. Nie dane było nam jednak zwiedzić tego wspaniałego sklepu dla ubogich, ponieważ musieliśmy wracać do "domu". Kawałek do przejścia był. Rozmawialiśmy z księdzem Jackiem :
O glanach  -wg. Maćka moje glany są fajne. Szpan.
O relacjach między Maćkiem, Pauliną i Szymonem - praktycznie każda rozmowa sprowadzała się do tego tematu.
O moich maskotkach. Maciek powiedział, że  robię "aligatory". No, dzięki.. -.-

Magda źle się czuła i pojechała do domu.

Po powrocie o ile się nie mylę było jakieś spotkanie w grupach.
Wiecznie głodna Byczyna musiała zrobić sobie "Gorące kubki" :-)
A mnie bolał ząb. I zażarłam Paulinie  4 tabletki ibupromu.

Później film o Maksymilianie Kolbe. Nie miałam siły, żeby oglądać, poszłam do pokoju. Trochę posiedziałam i stwierdziłam, że wracam do nich. Już nie oglądali, coś się zacięło.
Tańczyli :-)
Taka mała...
:-)
Ja najpierw robiłam zdjęcia Julki aparatem, później dołączyłam do nich.

Wiem, że jakoś jeszcze kolacja była. Musiała być. Pizza.
Paulinie było trudno jeść bo od piątku ma aparat. Współczuję.
A mnie bolał ząb. ( I nadal boli)

Nie pamiętam co robiliśmy :-)
Kojarzę siedzenie w pokoju. Śmiech. To, że dzwoniliśmy do księdza.I to jak ksiądz Jacek  przyszedł.
I mówił , że wszystko co mówimy "się niesie" :-D Oj tam, oj tam.

Spać około godziny 23/24.

Nie musisz mówić nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz