Ostatni tydzień szkoły właśnie się zaczyna.
Na znak żałoby jestem w stanie.. Nie wiem, pisać czarną czcionką ? Pasuje ?
1 lekcja - Polski
Próby dogadania się w kwestii ogniska.
Chyba się nie dogadamy.
2 lekcja - Muzyka
Ja czytam książkę. Próbuję. Tłumów nie da, a mimo to - nie da się.
Patrycja postanowiła się pobawić. Robi "Quiz". Kuźwa, dziecko, bluźnisz - żeby sobie robić powtórkę z zagadnień z polskiego na koniec roku to trzeba być perfidnie porypanym. Ewentualnie pijanym, ale w klasie były raczej same niepijące osoby.
Skoro jest to zabawa dla porąbanych oczywisty jest fakt, że musiałam do niej dołączy.
Pytania w stylu "co to jest onomatopeja". Albo nie. Trudniejsze.
Bo definicję onomatopei jestem w stanie podać.
3 lekcja - Godzina wychowawcza
Wypełnianie arkuszy ocen. Albo raczej pomaganie w wypełnianiu tych arkuszy.
4 lekcja - Matematyka
Nie wiem. Nie ogarniam, nie jestem w stanie powiedzieć co działo się na lekcji ( czytaj : żadnych notatek nie mam )
5 lekcja - EDB
W związku ze zbliża się koniec roku, przy sprzyjających warunkach ( czytaj : 3 osoby w klasie) można było usiąść i pomyśleć o prezentach dla nauczycieli.
Niech wiedzą, że pamiętamy. ( tutaj walnęłabym wirtualnego znicza, czytaj : [*] , ale to mogło by dziwnie wyglądać)
Pan: Jak mnie chcecie zbić na koniec roku, to nie za mocno..
Spoko, biorę to na siebie :-) Za te wszystkie noce spędzone na powtarzaniu RKO...
6 lekcja - Miasto
Wstępne przejście po sklepach w celu znalezienia odpowiednich rzeczy które moglibyśmy dać nauczycielom.
Wszystko ustalone :-) Prawie.
7 lekcja - WDŻ
Mało nas...
Puściłam z yt. " Baranek shaun" ( celowo napisałam, że z yt, żeby nie było, że coś takiego mam na telefonie..). Takie tam z dedykacją dla Euniki :-D
Zdecydowanie niszczy psychikę..
W drodze powrotnej do domu przypomniało mi się, że tak właściwie nie mam spodni na zakończenie roku. Czyli trzeba jechać i kupić.
Pojechałam, kupiłam. Przy okazji kupiłam też pierwszy prezent dla jednego z nauczycieli ;-)
Przez godzinę musiałam czekać na Kingę. Znalazłam całkiem fajną ławkę, kupiłam całkiem ok gazetę (Metal Hummer) i mogę siedzieć. Do czasu.
Przyszedł jakiś podchmielony koleś, z butelką wódki w ręce i pytaniem " można?" . Odparłam, że oczywiście, po 5 sekundach wstałam i sobie poszłam ( 5 sekund za długo). Za plecami usłyszałam tylko "nie to nie" . I wtedy zorientowałam się,że to była propozycja. I jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniui, że dobrze zrobiłam idąc z tej ławki.
Perspektywa picia z jakimś menelem.. To nie dla mnie :-)
Kiedy wstałam i poszłam sobie jak najdalej się dało ( chyba z 10 metrów ) zaczęło padać. I wtedy się zdenerwowałam. Bo ktoś mi ( brzydko mówiąc) podpierdzielił moją ławkę.
Wróciłam do domu około 19:30 i.. zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz