sobota, 7 lipca 2012

8 lipca - niedziela

W związku z tym, że nikomu nie chciało się ruszyć dupy i iść do kościoła w Jakubowicach, jedziemy do Proślic. To znaczy jadę ja i tata, reszcie się nie chce.

Ja umieram. Nie interesuje mnie obiad ani najbliższa przyszłość. Idę spać.
A później się zobaczy.

Jutro zaczynamy Wołczyn. Czyli trzeba zrobić pakowanie. Jak na razie wstępne, czytaj: może coś z tego wezmę. Choć pewnie prędzej dojdę do wniosku, że chyba oczadziałam pakując trzy bluzy.

XXX Krajowy Zlot Piłkarzy Weteranów i 24 Mistrzostwa Polski Oldbojów, potocznie zwane też "zlotem". Jedziemy, i tak nie ma nic ciekawszego do roboty.

Muszę się zająć Darią. Zorganizować jakoś czas. Najlepiej iść na.. autka!
Zostałam mistrzem kierownicy. Ja tak uważam, a to się liczy. Normalnie prawo jazdy mogę już zdawać.
Prawie w nikogo nie wjeżdżałam - to oni we mnie. Spokojnie jeździłam w kółko, zimny łokieć - taki trochę szpan.
Podobało się. To idziemy jeszcze raz. Tym razem Daria stwierdziła, że ona chce spróbować się jako kierowca.
Proszę bardzo.
Po tym jak tyłem wjechałyśmy w barierki i trzy razy  uderzyłyśmy w nie zrezygnowała ze łzami w oczach.

I znowu Ania staje się mistrzem kierownicy.

Pojechaliśmy do Roszkowic na ciasto.
 I na kawę niby też, ale ja tego świństwa nie piję. Nie umiem, nie lubię.. Nie wiem. Ostatnio nawet latte macchiato nie umiałam wypić, choć wygląda świetnie. Eh.

Jak Ani się nudzi to cały świat narażony jest na niebezpieczeństwo. Zakolorowania :-)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz