Jakoś przeleżałam do szóstej, później wstały Julka i Magda; trzeba było zacząć się ogarniać.
I zorganizować sobie śniadanie. Serek z Biedronki i te sprawy :-)
O dziewiątej modlitwa poranna, później konferencja, msza. Prawdę mówiąc nic konkretnego nie zostało w mojej głowie. Może prócz tego, że z żalem serca, ale siedzieliśmy na
Czyli wszyscy już wiedzą, że przez kolejne dni Ania będzie trudziła się głównie polowaniem na krzesła.
O trzynastej dwugodzinna przerwa na obiad.
I w tym momencie muszę powiedzieć, że z góry przepraszam za ewentualne błędy - przykładowo: napiszę, że we wtorek był barszcz, a tak na prawdę to on był w czwartek ;-)
Nie mam żadnych notatek z czasu wolnego.
Około czternastej popszliśmy do "białego" kościoła na modlitwę wstawienniczą.
Yeep.
Mi się straasznie śpieszyło, bo o piętnastej miała być konferencja Lizty. No ale nie było. ("Niezbadane są wyroki boskie...")
W każdym bądź razie, pod czerwonym kościołem byliśmy parę minut po czasie. Zamiast konferencji - spotkanie w grupach.
Zostałam przydzielona do 15 ( W sumie było ich ponad 90 ).
Początkowo nie umiałam znaleźć swojej animatorki i prawdę mówiąc szlag jasny mnie trafiał; w końcu po jakichś 10 minutach zobaczyłam ją z kartką.
Wybraliśmy miejsce naszych najbliższych spotkań. Co do osób w mojej grupie - stwierdzam, ze oni byli dziwni. Tak po prostu dziwni. Dwie dość ciche dziewczyny; jedna plastik-fantastik - " A mój tata mieszka we Fraaancji" ;-P ; jakiś Bartek i jeszcze jeden chłopak, chyba Damian; Kasia z Oświęcimia ;-) ; Animatorka a na dokładkę ja, więc lekka patologia.
Dość zniesmaczona po spotkaniu ( było po prostu dziwnie) poszłam na pole namiotowe.
Na 18:10 miałam prysznic. I pojawia się dylemat - myć włosy czy nie ? O 19:30 jest koncert Luxtorpedy, a jak pójdę z mokrą głową, to jutra raczej nie dożyję.
Myję. Ale najpierw trzeba znaleźć gimnazjum w którym znajduje się Salon odnowy biologicznej ( czytaj: prysznice) :-)
Włosy umyła, nie wiem w jaki sposób, ale zdążyłam je wysuszyć przed koncertem. I przebrać się ; I oddać legitymację/ identyfikator do przechowania Krzyśkowi ( poprzedniego dnia wiele osób straciło swoje w czasie pogo ;-) )
Idziemy pod amfiteatr. Ania się wraca, bo nie wzięła kasy, a chce.. koszulkę :-D
Pieprzyć system i damską rozmiarówkę; Ja chcę męską koszulkę. L.
I mam :D

W sumie to nigdy siebie samej nie posądzałabym o kupienie aż tak zwykłej koszulki ;-)
Co do koncertu - zajebisty. Po prostu. Żałuję jedynie, że nie zagrali "Serotoniny", ale nie można mieć wszystkiego ;-)
Wspaniałe pogo - kiedy zdarzyło mi się przewrócić od razu wokół mnie pojawił się las rąk które pomogły mi wstać :-) W końcu - " Wstaję- upadam, upadam- wstaję, przegrywam walkę gdy się poddaję!"
To wszystko wyglądało tak. Oczywiście skrótowo, w rzeczywistości było o wiele lepiej :
Wiara, siła, męstwo - to nasze zwycięstwo ! :-D
Litza swoją miną zniszczył system :-D
Fanatycy !!! \m/
Hymn informatyków ;-)
Po koncercie w zamian za to, że nie było konferencji, Litza odpowiadał na pytania :
Świetny człowiek. Tylko tyle. Albo aż tyle.
Jeszcze nabożeństwo. W czasie którego brat Adam zrobił.. Hm, coś ciekawego ;-P
Jakiś brat następnego dnia miał jechać na misje. Br. Adam napisał o tym na facebooku.
W czasie nabożeństwa postanowił zadzwonić do tamtego. Ale my mamy być cicho, żeby się nie wydało, że wszyscy go słyszymy. ( Około 900 osób ma być cicho? Realne wbrew pozorom :-) )
Rozmawiają, głównie o tym,że tamten jest głupi bo napisał o tym na fejsie ;-D I że teraz mu się telefon urywa. że właśnie skończył rozmawiać z jakąś dziewczyną. Że jakaś X z miejscowości Y, oraz Z z miejscowości W do niego dzwoniły ( tutaj wszyscy parsknęli śmiechem). :-)
( Tak, wiem, nie umiem opisywać. Oj tam, oj tam, trzeba było być :-D )
Po tym wszystkim nie miałam już siły na nic. Szczególnie na kilometrową kolejkę do łazienki żeby się umyć. Musiały wystarczyć nawilżane chusteczki.
Nikt się nie zatruł. Mam na myśli moje nogi po długim pogo. W glanach. :-)
I nawet niebo wydaje się być tak niedaleko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz