środa, 11 lipca 2012

11 lipca - środa

Spałam jakieś 8 godzin i 8 minut. W przybliżeniu. Żałuję, ponieważ z tego powodu rano miałam zbyt mało czasu. Co z tego ? Nie zajęłam sobie krzesła. Niby mój błąd. I przez to cztery godziny siedziałam na karimacie. To było przykre. Nawet bardzo.

Do obiadu, czyli do godziny trzynastej ( ta, jasne, srały muchy.. do czternastej, msza się "przeciągnęła") byliśmy na konferencji i mszy.
Odnośnie konferencji - niewiele pamiętam. Nie no, dobra, wyniosłam tyle, że gdzieś tam ( Poznań ? ) "pierdolić" to nie jest przekleństwo, ale za to "cholera" już tak. Czuję,że właśnie napisałam dwa wulgarne wyrazy. Staczam się.
Co do mszy - odprawiał ją ks.bp.S. Napierała. Oczywiście zjechał się tłum księży, nawet ks. Jarosław zaszczycił wszystkich swą obecnością. Co jeszcze.. Trwała zdecydowanie za długo. Julka usnęła mi na ramieniu. Nie posądzałam jej o to. Aa.. Jeszcze parę osób dostało obrazek od biskupa :-) So hot, ale nie zazdroszczę, bo gdzieś w domu też taki mam ( nie  żebym się chwaliła ) .

Kiedy po dwóch godzinach się skończyła wszyscy z radością pobiegli na pole namiotowe.
Godzina na obiad i konferencja. O ile się nie mylę, to nawet siedziałam. Na krześle.

 Zabrakło prądu. Humor postanowiła nam poprawić jakaś tam grupa nadmiernie wesołych ludzi, którzy przez megafon śpiewali "Nie bój się deszczu" ( Pogodno) :-) Udało się.

Prawdę mówiąc to była pierwsza tak na prawdę interesująca konferencja. Nie żebym na jakiejkolwiek wręcz spała, ale tej aż chciało się słuchać. Tylko czasu zabrakło.
Na prawdę była dobra - z prezentacją w tle, jako przerywnik - muzyka. Z pewnością inna niż wszystkie. Czyli temat - " Winna latorośl czy uschnięty badyl- obraz człowieka we współczesnej kulturze" może kryć za sobą na prawdę ciekawe rzeczy.
Tak trochę o kulturze masowej. Automatycznie w mojej głowie tekst piosenki The Analogs- Podobno.
Nie wiem, tak mam czasem.

Spotkanie w grupach. Czyli po raz drugi stwierdzam, że Ci ludzie są dziwni. Czemu ? Mieliśmy przynieść ciastka. Tylko ja przyniosłam. Lol.
I dołączyło kilka osób.. Jakieś dwie dziewczyny, wyglądające jakby za karę przyjechały.. I taka Pani z synkiem :-) ( Jak się okazało później - była z nami tylko raz. Może się zniechęciła naszą postawą.. Nie wiem :-) ) Dobra, więcej nie opisuję bo znowu będzie, że tylko narzekam.

W czasie spotkania nie mogło być inaczej - oczywiście lało. Najlepsi byli ludzie którzy wzięli szampon i na deszczu myli włosy :D Już wiem co zrobię w przyszłym roku ;-D

Kolacja. Pojęcia nie mam co jadłyśmy. Być może ciastka które zostały ze spotkania w grupie. A może.. Nie, zepsute pomidory były w czwartek...

19:30, czyli pół godziny po dobranocce. Ewentualnie zaczyna się "nabożeństwo pojednania". A mi głowa pęka z bólu. Taktaktak, uwielbiam takie sytuacje.
Nic nie pamiętam. No dobra, śpiewali. Pamiętam. A ja się zwijałam z bólu na krześle w pierwszym rzędzie.
22:30 - Spać.
 Koniec.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz