czwartek, 5 lipca 2012

6 lipca - piątek

Ostatni dzień "Wakacji..."
Mój drugi.
I w tym momencie nie wiem czy mam się cieszyć, czy płakać.. Raczej cieszyć, bo kto o zdrowych zmysłach płakałby po zakończeniu pilnowania około 60 dzieci?

Przez cały dzień nie wydarzyło się nic specjalnego. Wycięłam kilkadziesiąt mniej lub bardziej interesujących rzeczy z kartek papieru; pomagałam dzieciom coś sklejać/ dopasowywać / kolorować (co jak co, ale w kolorowaniu jestem mistrzem. Już prawie za linie nie wyjeżdżam. )

Na koniec wszyscy dostali dyplomy. Ja też, bo się bachnęli w wypisywaniu :-D


Jedyne zdjęcie na którym jestem. I wyglądam jak troll. Zaczynam się przyzwyczajać chyba.
( Sandały i skarpetki. Pastor mistrz. ) 

Daria na swoim dyplomie miała napisane " Darek". Zdarza się. 

Chciałam zostać i pomóc sprzątać po całym tygodniu, ale ksiądz zaproponował, że odwiezie mnie i Darię do domu. Zdecydowanie ciekawsze rozwiązanie.
Po drodze podjechaliśmy na plebanię i x wypisał mi "opinię" ( potrzebuję na coś. Na razie nie ważne, jak pojadę to będzie wiadomo o co chodzi ). Pozytywną, oczywiście. 

Wróciliśmy do domu. Trochę sprzątałam, trochę spałam, a trochę zmarnowałam przed komputerem. 
Jak zwykle.

Tata: Ania, idź zgaś światła.
Dobra, ale jak mnie coś zeżre to macie przerąbane !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz