niedziela, 26 sierpnia 2012

26 lipca - czwratek

Moje imieniny. Teoretycznie powinnam się cieszyć, to niby jeden ( z dwóch) dni w roku, w których przynajmniej moja rodzina o mnie pamięta.

W dniu imienin dostaję najlepsze życzenia  pod słońcem - czytaj: wzajemnie. ( od Ani, of course. )
Od taty (  Joachim, czyli ma imieniny razem ze mną ) co roku dostaję bukiet kwiatów, które najpierw on dostaje w pracy :-) Sweet, cool and uroczo, aż do porzygu po prostu.  Dobrze, że urodzin nie obchodzi w tym samym dniu co ja.

Nie wiem czy wspominałam w poprzedniej notce, ale byłam w Roszkowicach. Zatem trochę czasu spędziłam z Muffinem.



Jak widać na powyższych zdjęciach, Muffin to pies. Konkretnie czarny mops. I zabrał mi kapcie, i trzeba go było gonić po ogródku. Menda.

Wieczorem siedzieliśmy razem z Moniką, Adamem i Kasią i rozmawialiśmy o "dzieciństwie". ( trochę dziwnie, bo każde z nich jest ode mnie starszy o mniej więcej 10 lat, ale luz)

I oni lubili jeść "chlebki".
Ja nigdy za tym nie przepadałam. Jakoś nie umiałam pojąć, dlaczego inne, nieświadome dzieci wpieprzają trawę, na którą najprawdopodobniej pies wcześniej nasikał, co szczęśliwsi prawdopodobnie trafiali na obsraną. Mniam.
I jeszcze moczopędne to cholerstwo. Więc istnieje prawdopodobieństwo, że niewinne* dzieci jadły coś, na co ich koledzy wcześniej oddali "ciepły strumień" albo i gorzej. ( tak się nad tym zastanawiam, i coraz bardziej zbiera mi się na bełta. A łazienka tak daleko...)
* całe dzieciństwo jest niewinne. Dzieci srają po krzakach, wycierają się liśćmi. Jedzą zielone brudne rzeczy, wycinają hektary roślin aby zrobić sobie bazę. Pływają w stawie. Łapią obleśne kijanki...
 W gruncie rzeczy wszystko co napisałam wyżej powinno być w czasie przeszłym. Takie rzeczy działy się kiedy ja byłam mała, i wcześniej.
A teraz ? Teraz jest internet.
I quady na komunię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz