Przeleżałam jeszcze kilka minut zadając sobie pytanie, jaki jest sens wstawania o tak wczesnej godzinie, po czym dotarło do mnie, że jak nie chcę kolejnego dnia spędzić w domu, to muszę ruszyć zad, bo mi pociąg ucieknie. Zdążyłam zjeść śniadanie, zabrać od taty trochę kasy ( sam mi dał, ja się nie prosiłam ) i wyruszyć w drogę.
Po przyjeździe do Wołczyna, konkretniej na stację pkp, okazało się, że nie będę siedzieć w pociągu sama, bo Sebastian także jedzie, nawet na tą samą stację. Po upewnieniu się, że nie będę mu przeszkadzać ( btw - uwielbiam pytać ludzi czy im nie przeszkadzam, zazwyczaj nikt nie ma odwagi, żeby powiedzieć, że tak :-D )
Usiadłam przodem do kierunku jazdy ( jak nigdy! ) i zaczęła się rozmowa. O wszystkim i o niczym w zasadzie.
W pewnym momencie Sebastian postanowił iść spać No nic, wyciągnęłam gazetę i zaczęłam czytać. Kiedy kolejny raz miałam na nowo kartkować Teraz Rock, zaczęłam się rozglądać wokoło. I dostrzegłam, że Sebastian smacznie chrapie. Z otwartymi ustami. Nie wiem dlaczego, ale wyglądało to wprost komicznie :D I pojawia się problem - co zrobić żeby nie wybuchnąć śmiechem? Pozostało dusić w sobie - lepsze to niż wakacje w Opolu, na Wodociągowej, za nieuzasadniony wybuch śmiechu. Niecodziennego, z pewnością. ( Choć mimo wszystko nie aż tak oryginalnego jak Śmierci Śmiech )
Po dwóch godzinach jazdy dotarłam na Nadodrze, gdzie czekała Marta. Przechodząc przez tunel przypomniało mi się, że powinnam wcześniej zaczerpnąć mniej skażonego powietrza, bo inaczej zgon na miejscu (ciekawa przyczyna śmierci - uduszenie w miejscu intensywnie śmierdzącym żulami ). Zakrztusiłam się powietrzem. Niestety sama się odratowałam i wciąż żyję.
Razem z moją "najlepszą kuzynką" poszłyśmy do miejsca gdzie aktualnie mieszka ( wbrew pozorom nie melina ;D ) . Tradycyjnym Polskim zwyczajem ugościła mnie wodą i kanapką z paprykarzem.
Wychodząc, zapytała czy coś jeszcze chcę. Odparłam, że krzesło, niestety go nie dostałam ( że niby za ciężkie).
Przez trochę czasu krążyłyśmy po rynku, żeby zdobyć plakaty , niestety się nie udało. I zmarnowane.. Co najmniej pół godziny mojego (niezbyt) cennego życia.
Przechodząc przez most "zakochanych" doszłam do wniosku, że następnym razem jadąc do Wrocławia zabiorę ze sobą kłódkę z memem "forever alone" ( nawet do mnie podobny :D )
Idziemy na Grunwald, czyli do pasażu grunwaldzkiego.
Trochę bezowocnego krążenia po sklepach, następnie kupno biletów do kina, i powrót do wcześniejszej formy rozrywki. Jedyna interesująca rzecz jaką znalazłam to kurtka.
Sklep: C&A
Kolor: mroczna czerń
Materiał: skaj / ewentualnie futro z łysej wiewiórki
Cena: 179
Rozmiar : Mały namiot, czyli idealny dla mnie.
Zanim podejmę jakąkolwiek decyzję musi upłynąć co najmniej rok.( to przez Anię, kiedyś umiałam szybko się decydować! :-) )
Tak więc kurtka zawisła na wieszaku, a ja i Marta poszłyśmy odwiedzić główny cel wszystkich szkolnych wycieczek, czyli McDonalds.
(Nie) najedzone poszłyśmy pochodzić po innych sklepach.
Padło na empik. Ania dorwała płyty Luxtorpedy.. Comy.. Dezertera.. Ahh... Tak sobie nawet myślałam, że może coś kupię, ale później doszłam do wniosku, że przecież nie mam sprawnego radia z odtwarzaczem CD. Ten pomysł z pewnością mogę zaliczyć do niewypałów.
Czas szybko mijał i w końcu wybiła 14:10, czyli godzina rozpoczęcia seansu. Sala numer 7 w której spędzimy najbliższe trzy godziny z Batmanem ( i reklamami..)
Odnośnie filmu - lepszy niż myślałam :-) Nie lubię napisów w czasie filmu ( tak składam te literki i nawet nie wiem o co chodziło w całym filmie ) ale tutaj jakoś to zniosłam.
Nie obędzie się bez dialogów ( a czego można się było po mnie spodziewać ? )
- Niewidomy więzień: Nie lękasz się śmierci. Myślisz, że to czyni cię silnym. Ale to sprawia, że jesteś słaby.
- Bruce Wayne: Dlaczego?
- Niewidomy więzień: Jak możesz poruszać się szybciej niż to możliwe, walczyć ponad swoje siły, bez najpotężniejszego motywatora duszy – strachu przed śmiercią?
- Bruce Wayne: Boję się jej. Boję się, że umrę tutaj, wówczas kiedy moje miasto płonie i nie ma nikogo, kto może je ocalić.
- Niewidomy więzień: Więc się wespnij.
- Bruce Wayne: Jak?
- Niewidomy więzień: Tak, jak to uczyniło dziecko. Bez liny. Wtedy strach znów cię odnajdzie.
Film się skończył, trzeba biec na pociąg. W trakcie czekania na tramwaj doszłam do wniosku, że jednak chcę tamtą kurtkę ( szybka decyzja, gratuluję samej sobie ).
Wróciłam, kupiłam. Tata będzie zadowolony.
Ostatnim pociągiem kursującym na trasie Wrocław główny - Kluczbork pojechalam do domu.
Doszłam do wniosku, że moja nowa kurtka ma jako bonus funkcję spania, bo jest dość wygodna.
Niecałe dwie godziny i przyjechałam do Wołczyna.
Po powrocie do domu postanowiliśmy zrobić pizzę. Wróć, Mateusz postanwił już wcześniej, ja miałam tylko zrobić ciasto.
I wyszła bardzo dobra, jak zwykle zresztą :-)
Bo wy macie swoje wojny, ból, cierpienie...
Ja mam pokój w moim sercu- tylko tyle!
Nauczyłem się, że bez nadziei nie może istnieć prawdziwa rozpacz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz