Zrobiłam sobie listę korzyści wynikające z chodzenia do kościoła gdzieś indziej, niż w Jakubowicach:
-nie muszę wstawać na 9:30. A to jest bardzo trudne, jeżeli siedzi się do późna przy biurku.
BTW, wczoraj w nocy, gdy rysowałam udało mi się zepsuć obudowę telefonu. Miałam nadzieję, że on jest niezniszczalny...
Zapomniałam, że to jest n97, a nie 3310. (W gruncie rzeczy 3310 ma przynajmniej wymienną obudowę ;-) )
- nie muszę słuchać organisty, który zawsze pod koniec mszy odczuwa chęć popisania się swymi możliwościami przed paniami w moherowych beretach, i daje koncert.
Jak to powiedział mój tata: "Aniu, to jest trudne. Trudno tak grać, a jeszcze trudniej tego słuchać". So true.
- mniejsza szansa na to, że przywalę głową w ścianę [strasznie niskie przejście]. To wszystko przez tych ludzi którzy siedzieli niemalże w przejściu. Krzywo siedzieli!
Idę z komuni, i *JEBUT*. Coś mi z przejściem nie pykło... Dobra, nikt nie widział, nic nie było.
Siadam na miejsce, powraca mi czucie w czole ( o ile istnieje coś takiego jak czucie w czole).
Trochę dziwnie musiał wyglądać mój głupawy uśmiech na tle "Gorzkich Żali" niosących się po kościele.
Mam ochotę zrobić COŚ. Jeszcze nie mam pomysłu, ale to musi być szalone.
Może coś uszyję? Narysuję? Namaluję na ścianie? Obejrzę trwające trzy godziny "Miasteczko Salem" ? Przeczytam książkę? Coś ugotuję? Postrzelam z łuku? (trochę zimno...)
Pójdę się uczyć chemii?
Uśmiech się! ;-)
Nie mam co pisać, cały dzień przed komputerem :( Tak bardzo no-life.
czy to Ty? a jeśli tak, to czy Ty masz pomalowane usta?!
OdpowiedzUsuńChciałabyś :-D Ja mam pomalowane usta tylko wtedy, gdy jestem przebrana za Jokera ;-)
UsuńTo po prostu beznadziejna jakość aparatu w telefonie ;-) Licz piksele!