A ja? Ja pastuję swoje glany.
I jem, to niezwykle ważne, bo jeśli dzisiaj umrę, to przynajmniej nie z pustym żołądkiem.
Otwieram lodówkę i co widzę?
Trochę niezręcznie czułabym się, ze świadomością pochłonięcia sera robionego z księżniczek, dlatego zadowoliłam się zwykłym serem i szynką. ( Chrum )
Tata: Musisz sobie dzisiaj kupić książki. Bo nie będziesz miała, a zadadzą zadanie i.. I co będzie? Płacz i zgrzytanie zębów. Umiesz zgrzytać zębami.
Podjęłam próbę.
T: Nie umiesz. No to musisz kupić książki.
Przyszedł po mnie Sebastian i razem poszliśmy na przystanek, zastanawiając się, czy plan rozłożenia torów od Byczyny aż pod nasze domy jest realny. Powątpiewam, ale jeśli Ci się uda, to daj znać. Bo rzadko z domu wychodzę, mogę to przeoczyć.
Godzina 07:10 wsiadamy do autobusu i jedziemy. I tak codziennie. Zadajmy sobie pytanie: kiedy ja się wyśpię?! A w gimnazjum myślałam, że 07:40 to wcześnie..Trzydzieści minut które można by było poświęcić na.. sen, chociażby, przepadło bezpowrotnie.
No chyba, że cofnę się do gimnazjum :)
Przynajmniej w autobusie widzę większość osób z tamtej klasy. Pocieszające.
Trzydzieści minut drogi, jesteśmy na miejscu.
Tylko... Co teraz zrobić? Poszłam z Anią poszukać ławki. Znalazłam, aczkolwiek jej nie odpowiadała. Cóż, zawsze można usiąść na ulicy. Ewentualnie położyć się na drodze, w oczekiwaniu na śmierć nadjeżdżającą ze stówą na liczniku.
Dziewiąta, rozpoczęcie. Siedzę na tym krześle czując się jak obsrana na fioletowo. Chyba nikt poza mną nie miał glanów. Jedynie jakaś dziewczyna przy wejściu powiedziała, że też chciała ubrać :) , ale mama jej nie pozwolił.
Hm, w moim wypadku tata nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie ( zresztą i tak nie ma na to czasu). A nawet jeśli, to zawsze mogę zacząć chodzić w gumowcach i oczojebnym różu. To zdecydowanie gorsze od glanów.
Nie jestem w stanie przyswoić myśli, że od dziś jestem jednym z uczniów klasy 1BL.
Z dwudziestoma chłopakami, których twarze ciężko mi rozróżnić. Powątpiewam, że kiedykolwiek nauczę się tych wszystkich imion.
Wcześniej był Śledziu, Babuś, Yeti, Zioło i Bartek, zero problemu z rozróżnieniem, nic :-)
Tak fajnie. I taka mała klasa.
Ależ mi się na wspomnienia zebrało. Takie rozczulanie jest obrzydliwe. Nie przeszkadza mi to jednak w dodaniu kilku zdjęć mojej "byłej" klasy :)

Młodzi i piękni.
I moje spodnie moro, bitch!

Taki tam paraliż.
Spiderman.

Nie wiem kto mi wtedy malował wąsy, ale stwierdzam, że nie powinien tego robić zawodowo.

Uroczy uśmiech Kasi :)
Tylko ja tu widzę trolla? :D

Lans na krzywe wąsy.
Technika. I sweet focie, naturalnie.
Ludzka stonoga
Prawda ;-)
Ubieranie bokserek na spodenki jest krokiem w przód, wyznaczaniem nowych trendów. Szczyt hipsterstwa.
Niestety nie wiem czyj to tyłek xD
Pierwsze minuty spędzone w gronie nowej klasy i wychowawczyni. Co do nauczycielki - sprawia wrażenie sympatycznej, mam nadzieję,że nie będzie żadnych problemów.
Co do grupy - nie znam nikogo. Teoretycznie kojarzę Wojtka i Kasię z Byczyny, ale chyba nigdy z nimi nie rozmawiałam, więc się nie liczy :)
Czego się dowiedziałam siedząc w pierwszej ławce ( ale siobie miejsce wybrałam. Jak zasrany lizodup :D)? Że wszystko jest na stronie szkoły; że zeszyt na polski możemy mieć jakikolwiek, byleby tylko istniał ( to ja kupuję szesnaście kartek w kratkę, okładka Kubuś Puchatek.); że jak będziemy się uczyć, to będzie dobrze.
No to dobrze.
Nasza pierwsza "lekcja" się skończyła, wychodzę przed szkołę. I czekam. Czeekam. Na cokolwiek, na grom z jasnego nieba, na śnieg, na czołg. Nikt znajomy nie wychodzi.
Postanowiłam po raz kolejny udowodnić samej sobie,że jestem hardkorem, i porozmawiać z kimś z klasy.
Podeszłam do jakiegoś chłopaka, którego skojarzyłam po ładnej, jasnej marynarce.
Ja: Cześć.. Jesteśmy razem w klasie, prawda?
X: Cześć. Tak, jesteśmy..
J: Znasz kogoś? Ja nie bardzo..
X: Ja też nikogo nie znam.
I się zesrało, rozmowa zakończona. Nie jestem hardkorem.
W końcu ze szkoły niczym ninja wyłoniła się Karolina. I Ania i Asia, aczkolwiek one sobie.. poszły.
I zostałam z Karoliną
I czekałyśmy na Julkę, która wyszła chyba po trzydziestu minutach. Moim zdaniem jej klasa już na wstępie postanowiła zrobić sobie lekcję fizyki, aczkolwiek Julka upiera się, że zwiedzali szkołę.
My poszłyśmy zwiedzić szkołę w celu odnalezienia toalety. I tam jest mydło, i nawet papier (ewentualnie srajtaśma, jak to fachowo ujęła Julia ) Istne szaleństwo.
Cały dzień przełażony. Teoretycznie nie przeszkadzało by mi to specjalnie, gdybnym nie miała na sobie spodni które po prostu ze mnie spadały.
Następnym razem jak będę chciała je ubrać, to zwiążę je sznurkiem.
Najpierw po bilet na pociąg, później na rynek po książki ( stałam w kilometrowej kolejce. Jak po mięso za komuny). Później na przystanek autobusowy, gdzie doszłyśmy do wniosku, że nie ma sensu jechać jak bydło ściśnięte w tym autobusie. Zatem.. Pojedziemy pociągiem :)
Idziemy na frytki.Ania postoi w kolejce, a Julka i Karo pójdą pochodzić po sklepach. Wrr.. ;-)
Karolina - jak można lubić sos salsa? o.o Przecież tam jakieś kawałki dziwnych rzeczy są. Pewnie drewna.
Powrót do domu luksusowym środkiem transportu, jakim jest pociąg. I nawet wygodne siedzenia były. I kosz na śmieci, niedostępny dla zwykłych śmiertelników.
Dotarłyśmy do celu. Do Byczyny. I co z tego, że tutaj nie mieszkam? Wrócę z Bartkiem.
Siedziałam w parku czekając na Julkę przy akompaniamencie muzyki płynącej ze średniej jakości słuchawek.
I czekam, czekam...Doczekałam się :) Przyszła żeby sprawdzić moje świadectwo.
Pisane na brudno, jak na razie. Choć nie wiem kiedy, i czy w ogóle napiszę to na czysto - dlaczego mam poświęcać swój czas dla kogoś, kto nie ma go dla mnie? :)
I tak wyszło jedno wielkie nic, zatem nikt stratny nie będzie. No chyba, żeby wziąć pod uwagę kilka godzin które jednak nad tym spędziłam. Ale to chyba nie ważne. Albo ważne, ale tylko dla mnie.
Znając życie przesiedzę kolejnych kilka godzin i to napiszę, a później wszyscy mnie wyśmieją. I życie będzie piękne i kolorowe, na na na..
(Jestem głupcem, naiwnym dzieckiem, nie biegnę za tłumem i mam swoją ścieżkę.)
Kiedy życie daje szkołę pozostaje tylko brać.
Co do grupy - nie znam nikogo. Teoretycznie kojarzę Wojtka i Kasię z Byczyny, ale chyba nigdy z nimi nie rozmawiałam, więc się nie liczy :)
Czego się dowiedziałam siedząc w pierwszej ławce ( ale siobie miejsce wybrałam. Jak zasrany lizodup :D)? Że wszystko jest na stronie szkoły; że zeszyt na polski możemy mieć jakikolwiek, byleby tylko istniał ( to ja kupuję szesnaście kartek w kratkę, okładka Kubuś Puchatek.); że jak będziemy się uczyć, to będzie dobrze.
No to dobrze.
Nasza pierwsza "lekcja" się skończyła, wychodzę przed szkołę. I czekam. Czeekam. Na cokolwiek, na grom z jasnego nieba, na śnieg, na czołg. Nikt znajomy nie wychodzi.
Postanowiłam po raz kolejny udowodnić samej sobie,że jestem hardkorem, i porozmawiać z kimś z klasy.
Podeszłam do jakiegoś chłopaka, którego skojarzyłam po ładnej, jasnej marynarce.
Ja: Cześć.. Jesteśmy razem w klasie, prawda?
X: Cześć. Tak, jesteśmy..
J: Znasz kogoś? Ja nie bardzo..
X: Ja też nikogo nie znam.
I się zesrało, rozmowa zakończona. Nie jestem hardkorem.
W końcu ze szkoły niczym ninja wyłoniła się Karolina. I Ania i Asia, aczkolwiek one sobie.. poszły.
I zostałam z Karoliną
I czekałyśmy na Julkę, która wyszła chyba po trzydziestu minutach. Moim zdaniem jej klasa już na wstępie postanowiła zrobić sobie lekcję fizyki, aczkolwiek Julka upiera się, że zwiedzali szkołę.
My poszłyśmy zwiedzić szkołę w celu odnalezienia toalety. I tam jest mydło, i nawet papier (ewentualnie srajtaśma, jak to fachowo ujęła Julia ) Istne szaleństwo.
Cały dzień przełażony. Teoretycznie nie przeszkadzało by mi to specjalnie, gdybnym nie miała na sobie spodni które po prostu ze mnie spadały.
Następnym razem jak będę chciała je ubrać, to zwiążę je sznurkiem.
Najpierw po bilet na pociąg, później na rynek po książki ( stałam w kilometrowej kolejce. Jak po mięso za komuny). Później na przystanek autobusowy, gdzie doszłyśmy do wniosku, że nie ma sensu jechać jak bydło ściśnięte w tym autobusie. Zatem.. Pojedziemy pociągiem :)
Idziemy na frytki.Ania postoi w kolejce, a Julka i Karo pójdą pochodzić po sklepach. Wrr.. ;-)
Karolina - jak można lubić sos salsa? o.o Przecież tam jakieś kawałki dziwnych rzeczy są. Pewnie drewna.
Powrót do domu luksusowym środkiem transportu, jakim jest pociąg. I nawet wygodne siedzenia były. I kosz na śmieci, niedostępny dla zwykłych śmiertelników.
Dotarłyśmy do celu. Do Byczyny. I co z tego, że tutaj nie mieszkam? Wrócę z Bartkiem.
Siedziałam w parku czekając na Julkę przy akompaniamencie muzyki płynącej ze średniej jakości słuchawek.
I czekam, czekam...Doczekałam się :) Przyszła żeby sprawdzić moje świadectwo.
Pisane na brudno, jak na razie. Choć nie wiem kiedy, i czy w ogóle napiszę to na czysto - dlaczego mam poświęcać swój czas dla kogoś, kto nie ma go dla mnie? :)
I tak wyszło jedno wielkie nic, zatem nikt stratny nie będzie. No chyba, żeby wziąć pod uwagę kilka godzin które jednak nad tym spędziłam. Ale to chyba nie ważne. Albo ważne, ale tylko dla mnie.
Znając życie przesiedzę kolejnych kilka godzin i to napiszę, a później wszyscy mnie wyśmieją. I życie będzie piękne i kolorowe, na na na..
(Jestem głupcem, naiwnym dzieckiem, nie biegnę za tłumem i mam swoją ścieżkę.)
Kiedy życie daje szkołę pozostaje tylko brać.
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom.

długi post ale wytrwałam i przeczytałam ;p
OdpowiedzUsuńpowodzenia w nowej szkole. Ja miałam ten zaszczyt miec znajomych w tej samej klasie i jakoś nie umarłam przez 1 rok liceum. Potem było z górki. Na studia też poszłam z paroma znajomymi, nawet na ten sam kierunek- więc gitara ;] zresztą 1, 2 imprezy integracyjne i sie wszyscy znają ;>
Kurcze, więcej nie napiszę długiej notki, no.. ;-) Siedzę dwie godziny, a później dowiaduję się, że to coś takiego.. ciężkiego do przełknięcia.. ;-) Więcej nie będę (przynajmniej się postaram ) :D
UsuńDziękuję :D Trochę zazdroszczę tych samych znajomych przez tyle lat, ja nie mam tego szczęścia :)