Po pójściu spać o 2 w nocy tylko marzyłam o tym, by tato obudził mnie o 8.. Wrrr...
Z mojego snu pamiętam tyle, że cały czas chodziłam w pomarańczowych rajtuzach. Jaasne :) Cały czas to ja mogę ewentualnie chodzić w koszuli i glanach ;-) No i w sumie chodzę...
Nie, nie idę do kościoła... gardło mnie boli...
W końcu zmieniłam zdanie . To nie był najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że na dworze było -12°C. W kościele niewiele więcej.. Wrrr... ( coś mi się spodobało naśladowanie wiertarki ;-) wrrr.. )
Znowu siedziałam pod głośnikiem, ah.. genialnie. Na szczęście dziś ksiądz znał całe pieśni i nie było sytuacji, żeby zwrotkę "nucił" dodając niektóre wyrazy, a refren śpiewał :-p
Po kościele tata znów zdenerwowany, bo znowu nie mógł kupić "Małego Gościa". Stwierdził, że to jest durne, i że pójdzie do księdza "zamówić" xD.
W domu poszłam spać. Na godzinę. Po 6 godzinach snu to było takie piękne...;-)
Pojechaliśmy do Wołczyna, udało mi się znaleźć Danonki z magnesem, którego Daria jeszcze nie miała. Szacun dla mnie.
Po powrocie do domu Daria od razu wyskoczyła z auta i skierowała się w kierunku zamarzniętego stawu. Po co ? Nie wiem. W każdym bądź razie biegła bez czapki
Tata: Daria, czapkę załóż
Daria: Nie chce mi się iść do domu..
T: To masz moją...
Bartek: Lepiej już niech idzie bez..
Ja: To masz moją...
T: Czyją wolisz ? Moją, czy Ani..?
D:Ani..
I dlaczego ja jestem taka dobra, żeby jej tą cholerną czapkę dawać? Agh..;)
W domu.. W domu właściwie robiłam wszystkiego po trochę, oczywiście najmniej tego co powinnam. Ostatni dzień ferii niby jest.. ( Ta, a "Stary człowiek i morze" sam się przeczyta.. )
Tata kazał mi iść z Darią na zamarznięty staw, bo znalazł dla niej łyżwy na strychu. Powiedział, że kupi mi łyżwy pod warunkiem, że będę jeździć. Hm, skąd mam niby wiedzieć czy będę? Nigdy nie jeździłam..;-)
No więc poszłam z Darią na staw. O dziwo lód się nie roztopił/połamał/zarwał. Nic. Cud. Spotkałyśmy Babusia który chyba od rana jeździł tam na łyżwach :) Daria jeździła, zaliczyła glebę, wywaliła się też na jakąś beczkę..A Babuś mówił, że jak zobaczył w piątek samochód z blachami PKE to się wkurzył, że ktoś na "jego.. teren" (...bez komentarza)wjechał. Ehh.. Sebastian, masz wybujałą wyobraźnię, fantazję i żyjesz chyba w innej rzeczywistości, gdzie masz "swój świat". I swój "teren" ;-)
Przyszłyśmy do domu, przyjechała Nicola. Darła się, biegała, i wykonywała różne tym podobne denerwujące czynności. Jak już udało mi się zasnąć, przybiegła i krzyczała : "Ania nie śpij!" Najszczęśliwszym momentem tego dnia był jej odjazd do domu :)
Aktualnie jest godzina 21:13, idę poćwiczyć grę na gitarze. W sumie to nie ćwiczyłam codziennie, ale grałam wtedy, gdy miałam czas i jestem z siebie dumna. Oczywiście grać nie umiem, a gitara jest rozstrojona ;-).
I jeszcze glany wyczyścić trzeba...;-)
"Pamiętam dobrze ideał swój.
Marzeniami żyłem jak król.
Siódma rano - to dla mnie noc,
Pracować nie chciałem, włóczyłem się.
(...)
To już minęło, ten klimat, ten luz.
Wspaniali ludzie nie powrócą,
Nie powrócą już!"
Dżem - Wehikuł czasu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz