sobota, 14 stycznia 2012

14 stycznia - sobota

Urodziny taty.
Wstałam o 10 , posprzątałam kuchnię i zaczęłam robić obiad.
Tylko zaczęłam , bo przyszedł Bartek i pojechaliśmy do Wołczyna po ciasto, soki  i „zupę” xD
Za ciasto wyszło równe 90 zł , fajnie tak ;D
W Biedronce Bartek zastanawiał się, co kupić Nicoli.
B: Nie ma Kinder Niespodzianek… nie wiem..
Ja: Danonki :-)
Danonki górą! :D

Pojechaliśmy do Rożnowa, oczywiście Nicola spała.
Śpi zawsze jak Bartek tam jest, budzi się 5 min. po tym jak on pojedzie.
Po przyjedzie do domu zrobiłam obiad i... porządek na pulpicie :)

O 18 pojechaliśmy do Roszkowic, bo Marta robiła urodziny.

Już jest pewne, że mam miejsce pracy w zakładzie pogrzebowym Marty i Baśki, który założą we Wrocławiu „Kop z Igorem, pal z Patrykiem” ( Nie znam Igora i Patryka, ale oni tam będą „kopać i palić” :] )
Ja będę gotować na stypy (nazwa mojego stanowiska - gotuj z Anią)
Ciekawe perspektywy na przyszłość. Przynajmniej są :)
Kasia będzie prawowała w „Transformersach” ( po polsku : będzie zamiatać ulice :D) również we Wrocławiu.
Odnośnie Wrocławia – pojadę, jak Marta będzie miała trochę czasu i jak… kupię jej bilet do kina ;-)
Przez cały czas spędzony w Roszkowicach Marta mówiła o tym, że na wigilii Daniel jej „zabrał”  śledzia. Foch for ever .
(…)
Kasia: A Ania nigdy nie odbiera telefonu… (do mnie ) Mam do Ciebie żal..;-)
Marta: A ja do Ciebie o śledzia. I co , wypominam Ci ?!
;D Toż przecież wcale. Prawie.
Ogółem tatę pierwszy raz w ciągu dnia zobaczyłam ok.20, jak wrócił z wystawy gołębi , z Katowic chyba. I miał taką pieczątkę na ręce.
Śmiałam się ,że to taki tatuaż , pewnie na kilka miesięcy :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz