wtorek, 2 października 2012

1 października - poniedziałek

Poniedziałek to taki okrutny dzień, kiedy nawet słońce nie ma ochoty wstać. Przynajmniej takie miałam wrażenie, patrząc za okno o godzinie szóstej rano.
Ja też nie miałam ochoty wstawać, aczkolwiek to raczej nie jest powiązane z dniem tygodnia. Ja po prostu nie lubię wstawać. Nigdy.

Strasznie irytuje mnie autobus. Pojazd sam w sobie, kierowca, i fakt, że przyjeżdża o 7:11. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce zawsze się spóźnia. No dobra, prawie zawsze. Jednego dnia wyszłam trochę za wcześnie, i akurat wtedy kierowca postanowił udowodnić sam sobie (może i nam, ale to tylko przy okazji) jak szybko można dojechać do Kluczborka. Jeszcze mi drań wstrętny sprawdza bilet. Zawsze; tylko mi. Czuję, że za mną nie przepada.. Chyba muszę głośniej mówić "Dzień dobry".

1 lekcja - Polski

Sprawdzian?! Jak to?! Jutro?! Milutko. Delikatnie mówiąc: będzie ciężko.
Jednym z zagadnień jest "chaos". Ja wiem co to jest! (albo raczej - gdzie to jest) W mojej głowie :-) 
Ewentualnie jest to także piosenka Profanacji; jak kto woli.
Ale na sprawdzianie chyba muszę napisać " nieuporządkowany stan materii "; dziwnie wyglądałby gdybym pisała o tym, że "czasy są wesołe, tylko trochę, tylko trochę niebezpieczne" .

2 lekcja - Przedsiębiorczość

Więc w parach...
Kur*a, ja sama siedzę... No nic, idę do Marka.
No więc w parach opiszemy siebie nawzajem. Ćwiczenie łatwe, proste i przyjemne - takie byłoby, gdyby tylko mój :partner" chciał współpracować. Nienawidzę wyciągać z kogoś informacji niemalże siłą.
Wiem już, że jest nieśmiały (to było akurat proste do zauważenia, bez jakiejkolwiek rozmowy); lubi informatykę, bo lubi grać; ma poczucie humoru i... aspiracje związane z YouHate YouTube. Chce dodawać tutoriale dot. gier komputerowych (laski lecą. Z pewnością). W zasadzie to już jakieś dwa wrzucił. (Hyhy, znajdę, spoko :-D).

Dzięki temu zadaniu można się było sporo dowiedzieć o ludziach, w towarzystwie których spędzę najbliższe trzy lata. Większość chłopaków gra w piłkę, trzech tańczy, dwóch gra na gitarze.
Łukasz ( jeden z.. dwóch? Trzech? ) chce zostać dyrektorem przedszkola :-)
Wiem, że kilka dziewczyn gra w siatkę.. A ja? Siedzę na dupie i zapijam herbatę wodą. Czy coś.

Prawda o najbardziej szokującym, zaskakującym i mrożącym krew w moich żyłach człowieku? ( Mam na myśli Cichego). Lubi historię, a w przyszłości zostanie lekarzem. Pojęcia nie mam co robi na mat-infie, ale boję się zapytać...

Nauczycielka:  Marcin ( czytaj: Cichy), a ty nie masz żadnych pozytywnych cech?
Marcin: Mam!
N: To może powiesz...?
M: Nie!
N: Dlaczego?
M: Bo nie wolno się chwalić!
I koniec. Nie ma lekko...

3 lekcja - Matematyka

Jak mi słabo, duszno i gorąco, to chyba znaczy, że umieram, prawda?
Nie wiem tylko co było przyczyną tych objawów, dzięki którym miałam nadzieję na dość spektakularną śmierć. ( umrzeć na matematyce? Hardkorowo ). Prawdopodobnie fakt, że cztery osoby zostały odpytane. Ja nie. Cud. Czuję, że to się szybko zmieni, i na moim librusie wśród piątek ( jest lans ) będzie można dostrzec szmatę z matmy.

4 lekcja - Angielski

Spokojnie, dwie jedynki to na prawdę nic takiego... 10, 9, 8... Oddychaj..
Druga pała za kartkówkę. Tata będzie dumny :-)  Wydaje mi się, że mogę już zacząć szykować miejsce do spania dla siebie gdzieś na dworze.


5 lekcja - Chemia

Nauczycielka: Marcin, to takie trudne podpisać się w temacie maila?!
Marcin: Ale ja nie zrobiłem tego specjalnie...
N: Tak, ale to już drugi raz!
M: Do trzech razy sztuka...
A mógł milczeć.. :-)

Kto to wymyślił, żeby w przerwie między jedną a drugą godziną angielskiego, zrobić lekcję w całkiem innym skrzydle? Ah, Ci nauczyciele tak nas rozpieszczają. Dobrze, że to 15-minutówka. Nawet zdążyłam iść do 10 :-) ( Muszę się w końcu porządnie nauczyć "Anioł Pański", bo wstyd trochę jest...)

6 lekcja - Angielski

Czasy, czasy.. No było coś. Z tym, że ja nawet nazw nie kojarzę.

Dawid: Ja się boję, że jak się nauczę angielskiego, to on wymrze.
Jeżeli on uczy się tak "szybko" jak ja, to istnieje taka możliwość...

Czekając przed szkołą, zabrałam się za pasjonującą lekturę informacji zawartych na plakacie Neo-nówki. Nie było co czytać w sumie, to raczej coś w rodzaju " krótko, zwięźle i na temat". 28 październik, OSiR, 40zł. I tak nie pojadę. Bo nikt nie chce jechać ze mną :(

Kinga, na prawdę nie rozumiem, dlaczego Ty myślałaś, że ja na Sienkiewicza chodzę do szkoły... :-)

Przechodząc z Nicolą między półkami w Rossmannie, spotkałyśmy Karolinę ( nie mylić z Habielem. Bo ta menda w tym czasie pewnie już w domu siedziała :-) ).  Młoda początkowo nie chciała nawiązywać znajomości, przekonać ją ( do tego, że Karolina jest jednak fajna) pomogła paczka pianek. I butelka Kubusia. I lot nad wszystkimi kałużami jakie są na rynku :-)


Krew i gniew, anarchia - Chaos!



Nie będzie dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz