I nadszedł czas w którym doczekałam się kilkudniowej wycieczki!
Miła odmiana po trzech latach gimnazjum, kiedy to "nic nie udało się zorganizować".
Wprawdzie wyjazd nie klasowy, bo takie jeszcze się nie odbył, ale wycieczka z klasą IE (społeczno-prawny) i ich cudowną wychowawczynią. Do społ-prawa nic nie mam, do tej klasy chodzą Ania i Karolina, więc czemu nie miałabym jechać razem z nimi? ;-)
Celem naszej kilkugodzinnej jazdy było Zakopane. Po drodze rozwiązałam krzyżówkę Karoliny; taka mądra jestem
Na początek Gubałówka. Wjeżdżaniu kolejką towarzyszyły emocje jakbyśmy co najmniej Everest zdobywali. Dostaliśmy do dyspozycji dwie godziny, w czasie których mieliśmy robić co tylko chcemy, byleby tylko później wszyscy na miejscu zbiórki zjawili się żywi.
Kupiłam pocztówkę, znalazłam miejsce w którym była cała masa krokusów i zrobiłam kilka zdjęć aparatem Karoliny. Ostro.
Kolejką z Gubałówki w dół, a następnie w kierunku Murzasichle, na miejsce noclegu.
Po drodze wstąpiliśmy do iście szatańskiego sklepu - LEWIATAN. Dlaczego jest taki zły? Nazwa mówi sama za siebie :) Można jeszcze dodać, że ceny wzięte z kosmosu, i po sklepie łazi ekspedientka upominająca, że "tu nie wolno bez koszyka chodzić!". (A bujaj się, i tak będę chodzić bez. Prawdziwy rebeliant. )
Btw - w tym sklepie kupiłam.. wodę. Spłonę.
Wieczór pełen wrażeń - koszykówka wraz z Karoliną i Stanisławem. Grałam z takim zaangażowaniem, że po kilku minutach w moich (nowych!!!) butach pojawiły się dziury w podeszwie. Buty do chodzenia nie nadają się do gry w kosza na betonowym boisku. Muszę to zapamiętać.
Razem z Olą, Anią i Asią zajęłyśmy pokój z balkonem ( i małą łazienką :< ). Przyszły do nas Justyna i Karolina. Siedzimy w pidżamach, jemy chipsy. Karolina też siedzi. W swojej koszulce. Z głębokim dekoltem. W panterkę. Ja pie*****, MOJE OCZY! Moje biedne oczy...
Wstaję rano, patrzę na telefon (to już jest odruch bezwarunkowy). 8:17. Moja klasa zaczęła ten piękny dzień fizyką. Duchowo połączyłam się z nimi w bólu, a fizycznie położyłam się spać.
Przy śniadaniu nauczycielka zaczęła nam tłumaczyć czym jest "szwedzki stół" (no nie wierzę; ja myślałam, że szwedzki bo z Ikei. ) oraz podstawowe zasady postępowania (czytaj: coś w rodzaju "nie zachowywać się jak świnie przy korycie").
Jedziemy do Doliny Kościeliskiej. Mamy się odpowiednio ubrać, spakować żarełko i busem ruszyć na kilkugodzinną wycieczkę.
Nikt nie spodziewał się oblodzonej drogi.
Ok, przynajmniej ja się nie spodziewałam.
W pewnym momencie szłyśmy z Karoliną trzymając się za ręce, żeby nie zaliczyć gleby. Doszłyśmy do wniosku, że jak zaczniemy śpiewać "Pobłogosław Jezu drogi" to może uda nam się jakoś cudownie przeżyć całą wycieczkę. Idąca za nami nauczycielka wybiła nam ten pomysł z głowy.
Z coraz większymi obawami o własne życie, szłyśmy coraz mocniej trzymając się razem. Wyglądałyśmy jak "urocze lesby" ( przynajmniej znaniem Julki. Której tam nie było).
Nic nie śpiewałyśmy, dotarłyśmy.
Ania: Co jest za tymi górami?
Ja: Akcja wszystkich bajek.
Droga w dół była odrobinę lżejsza, ale mimo wszystko wciąż trzymałam się ręki Habiel ( przy okazji nucąc pod nosem "więc spleć palce z moimi palcami i chodź, prowadź i daj się prowadzić" ;-) ).
Po drodze do "Doliny..." zatrzymaliśmy się przy strumyku. Woda zimna jak cholera, jednak nawet to nie zraziło mnie przed tym by do niej wejść.
Stanowczo za często wpadam na głupie pomysły. Pierwszym z nich było wejście do wody. Drugim - poproszenie Ani o ręcznik. Podała, wprost do wody. To się nazywa niefart.
Po powrocie Karolina poszła aktywnie spędzać czas na dworze, a ja siedziałam z Justyną i Olą. Justyna dorwała telefon Habiel. Żeby było śmieszniej zaczęła wysyłać sms-y o treści "Mrr, jestem napalona" >D Napalone to może być w piecu, o! ;-)
Wieczór i oglądanie "Czarnobyl reaktor strachu"
Chyba ku*wa śmiechu...
Ok, ok, na początku zamykałam oczy ze strachu wtulając się w siedzącą obok mnie Justynę, ale po chwili wybuchałam śmiechem. Jako jedyna. To dość głupie.. ;-)
(To bardzo głupie).
Trzeciego dnia zwiedziliśmy galerię Hasiora której z całego serca NIE POLECAM. (Można jechać tylko pod warunkiem posiadania dostatecznie dużej ilości środków odurzających).
Syf i mogiła, jak nie masz co z wolnym czasem zrobić to lepiej idź na wysypisko i posegreguj śmieci. Serio. Bezpieczniejsze dla własnego zdrowia psychicznego.
Przez cały pobyt w tym miejscu zadawaliśmy sobie standardowe pytania - Co brał ten człowiek? Dlaczego tak dużo?
Uważam, że przy wejściu powinni dawać te same dopalacze które brał autor, może wtedy zrozumielibyśmy jego "dzieła".
Na odstresowanie po ekstremalnej wizycie w galerii dostaliśmy 3 godziny na basenie.
Poza tym że kilkakrotnie zaliczyłam oczyszczanie górnych dróg oddechowych chlorowaną wodą, było fajnie. Nawet więcej niż fajnie. Trzeba się kiedyś wybrać znowu :-) Tylko trochę nie ma z kim. ;P
Zdjęcia w dzisiejszej notce w większości wykonane przez Karolina Habiel Ostrowska Photography* *klik* (albo przynajmniej jej aparatem).
*Ostrowska kazała mi dać tutaj informację w oczojebnym kolorze. I cóż poradzę? Jak nie napiszę to więcej zdjęć nie będzie ;-D
A tak poważnie - polecam jaj DA, czasem przez przypadek zrobi jakieś ładne zdjęcie :)
Miła odmiana po trzech latach gimnazjum, kiedy to "nic nie udało się zorganizować".
Wprawdzie wyjazd nie klasowy, bo takie jeszcze się nie odbył, ale wycieczka z klasą IE (społeczno-prawny) i ich cudowną wychowawczynią. Do społ-prawa nic nie mam, do tej klasy chodzą Ania i Karolina, więc czemu nie miałabym jechać razem z nimi? ;-)
Celem naszej kilkugodzinnej jazdy było Zakopane. Po drodze rozwiązałam krzyżówkę Karoliny; taka mądra jestem
Na początek Gubałówka. Wjeżdżaniu kolejką towarzyszyły emocje jakbyśmy co najmniej Everest zdobywali. Dostaliśmy do dyspozycji dwie godziny, w czasie których mieliśmy robić co tylko chcemy, byleby tylko później wszyscy na miejscu zbiórki zjawili się żywi.
Takie tam.. ;-)
Kolejką z Gubałówki w dół, a następnie w kierunku Murzasichle, na miejsce noclegu.
Po drodze wstąpiliśmy do iście szatańskiego sklepu - LEWIATAN. Dlaczego jest taki zły? Nazwa mówi sama za siebie :) Można jeszcze dodać, że ceny wzięte z kosmosu, i po sklepie łazi ekspedientka upominająca, że "tu nie wolno bez koszyka chodzić!". (A bujaj się, i tak będę chodzić bez. Prawdziwy rebeliant. )
Btw - w tym sklepie kupiłam.. wodę. Spłonę.
Wieczór pełen wrażeń - koszykówka wraz z Karoliną i Stanisławem. Grałam z takim zaangażowaniem, że po kilku minutach w moich (nowych!!!) butach pojawiły się dziury w podeszwie. Buty do chodzenia nie nadają się do gry w kosza na betonowym boisku. Muszę to zapamiętać.
" I wanna dance... "
Jak kretyni. >.<
Jak kretyni. >.<
Razem z Olą, Anią i Asią zajęłyśmy pokój z balkonem ( i małą łazienką :< ). Przyszły do nas Justyna i Karolina. Siedzimy w pidżamach, jemy chipsy. Karolina też siedzi. W swojej koszulce. Z głębokim dekoltem. W panterkę. Ja pie*****, MOJE OCZY! Moje biedne oczy...
Ostrowska poszła spać, ale jak wstanie to chyba mnie zabije za to zdjęcie :-D Wzrok z serii "kac morderca nie ma serca", choć -wbrew pozorom- nic nie piłyśmy.
Wstaję rano, patrzę na telefon (to już jest odruch bezwarunkowy). 8:17. Moja klasa zaczęła ten piękny dzień fizyką. Duchowo połączyłam się z nimi w bólu, a fizycznie położyłam się spać.
Przy śniadaniu nauczycielka zaczęła nam tłumaczyć czym jest "szwedzki stół" (no nie wierzę; ja myślałam, że szwedzki bo z Ikei. ) oraz podstawowe zasady postępowania (czytaj: coś w rodzaju "nie zachowywać się jak świnie przy korycie").
Jedziemy do Doliny Kościeliskiej. Mamy się odpowiednio ubrać, spakować żarełko i busem ruszyć na kilkugodzinną wycieczkę.
Nikt nie spodziewał się oblodzonej drogi.
Ok, przynajmniej ja się nie spodziewałam.
W pewnym momencie szłyśmy z Karoliną trzymając się za ręce, żeby nie zaliczyć gleby. Doszłyśmy do wniosku, że jak zaczniemy śpiewać "Pobłogosław Jezu drogi" to może uda nam się jakoś cudownie przeżyć całą wycieczkę. Idąca za nami nauczycielka wybiła nam ten pomysł z głowy.
Z coraz większymi obawami o własne życie, szłyśmy coraz mocniej trzymając się razem. Wyglądałyśmy jak "urocze lesby" ( przynajmniej znaniem Julki. Której tam nie było).
Nic nie śpiewałyśmy, dotarłyśmy.
Ania: Co jest za tymi górami?
Ja: Akcja wszystkich bajek.
Leżing, smażing.
Droga w dół była odrobinę lżejsza, ale mimo wszystko wciąż trzymałam się ręki Habiel ( przy okazji nucąc pod nosem "więc spleć palce z moimi palcami i chodź, prowadź i daj się prowadzić" ;-) ).
Po drodze do "Doliny..." zatrzymaliśmy się przy strumyku. Woda zimna jak cholera, jednak nawet to nie zraziło mnie przed tym by do niej wejść.
Stanowczo za często wpadam na głupie pomysły. Pierwszym z nich było wejście do wody. Drugim - poproszenie Ani o ręcznik. Podała, wprost do wody. To się nazywa niefart.
"Justyna, ja wchodzę do wody, szybko robisz zdjęcie i wychodzę!"
Wieczór i oglądanie "Czarnobyl reaktor strachu"
Chyba ku*wa śmiechu...
Ok, ok, na początku zamykałam oczy ze strachu wtulając się w siedzącą obok mnie Justynę, ale po chwili wybuchałam śmiechem. Jako jedyna. To dość głupie.. ;-)
(To bardzo głupie).
Syf i mogiła, jak nie masz co z wolnym czasem zrobić to lepiej idź na wysypisko i posegreguj śmieci. Serio. Bezpieczniejsze dla własnego zdrowia psychicznego.
Przez cały pobyt w tym miejscu zadawaliśmy sobie standardowe pytania - Co brał ten człowiek? Dlaczego tak dużo?
Uważam, że przy wejściu powinni dawać te same dopalacze które brał autor, może wtedy zrozumielibyśmy jego "dzieła".
Na odstresowanie po ekstremalnej wizycie w galerii dostaliśmy 3 godziny na basenie.
Poza tym że kilkakrotnie zaliczyłam oczyszczanie górnych dróg oddechowych chlorowaną wodą, było fajnie. Nawet więcej niż fajnie. Trzeba się kiedyś wybrać znowu :-) Tylko trochę nie ma z kim. ;P
Zdjęcia w dzisiejszej notce w większości wykonane przez Karolina Habiel Ostrowska Photography* *klik* (albo przynajmniej jej aparatem).
*Ostrowska kazała mi dać tutaj informację w oczojebnym kolorze. I cóż poradzę? Jak nie napiszę to więcej zdjęć nie będzie ;-D
A tak poważnie - polecam jaj DA, czasem przez przypadek zrobi jakieś ładne zdjęcie :)







Ja ci dam moje zdjęcia w panterce dodawać! Jak tak bardzo chciałaś to ci mogłam wysłać! :D I nigdy nie zasłaniaj mi cycków tym czarnym kwadratem (prędzej to ryjek).
OdpowiedzUsuńTwoja notka bije rekord długości. Dawno czegoś takiego nie napisałaś- TYLE SŁÓW !
Ilość nie jest jednoznaczna z jakością ;-) Jak dobrze poszukasz to znajdziesz dłuższe notki ( z czasów kiedy chciało mi się coś więcej niż tylko jeść i spać ) :-)
UsuńTwoje zdjęcie zostało ocenzurowane, bo pornografii tolerować nie będę :D
A zauważyłaś jaki ładny szablon ustawiłam? :P
ale i tak nie opisałaś całej wycieczki :< czekamy na resztę.
UsuńOstatniego dnia praktycznie nie pamiętam - głowa mnie bolała po uderzeniu w okno w autobusie :3
Usuń