środa, 15 lipca 2015

15 lipca/ wakacje

Półmetek lipca. Półmetek.. Prawdę mówiąc wolałabym studniówkę, ale nie o tym miało być.
Co do dnia dzisiejszego udało mi się osiągnąć? Chyba nic.
Nic straconego, wszystko jest do nadrobienia. Nie?

Nie będzie mi dane studiować na moim wymarzonym kierunku (komunikacja wizerunkowa) To byłoby zbyt fajne jak dla mnie, dlatego się nie dostałam. U mnie nie może być zbyt fajnie, nie w tym życiu.
W sumie dziwnie by było gdybym się dostała, 1164 osoby walczyły o 100 miejsc.
A ja? Ja nie umiem walczyć. Słabą (czytaj: moją) maturą nawet nie bardzo dało się walczyć, nie popisałam się, moja wina. Szanse miały 1163 inne osoby. Powodzenia.
Teraz mam nadzieję, że dostanę się na jakiekolwiek studia.
Okej, jakiekolwiek brzmi zbyt ogólnie. Więc może.. Bibliotekoznawstwo nie wchodzi w grę. Myślę, że teraz krąg kierunków, które biorę pod uwagę, jest znacznie zawężony.

Teoretycznie od początku miesiąca pracuję. Teoretycznie. W praktyce jeszcze nie nastał dzień w którym będę musiała wstać bladym świtem i pędzić z uśmiechem do pracy. Nie, jeszcze nie. Jeszcze chwila. Dzień, dwa, a może siedem.

Dni jakoś tak mijają, czasem się dzieje, czasem dzieje się trochę mniej. Normalnie.

Któregoś "pięknego" dnia (padało i cały dzień był prawie tak paskudny jak ja), razem z Martyną  przeżyłyśmy wycieczkę życia do Opola.
Cóż by tu powiedzieć. Minionki - nie polecam, 2/10. Dwie poprzednie części były dużo lepsze. Miałam nadzieję na fajną bajkę, ale *jeb*, jak to zwykle bywa z nadzieją - zamiast niej przyszło rozczarowanie. Bywa.
Kolejnym rozczarowaniem w tym dniu było jedzenie. Albo za słodkie, albo po prostu niedobre. Teoretycznie poszłyśmy do  idealnego miejsca z idealnymi naleśnikami, które idealnie wyglądają na zdjęciach na instagramie. W praktyce wybrałam naleśnik z kebabem. No. I znowu rozczarowanie Takie 2/10.
Szału nie ma, dupy nie urwało (jeszcze).
Jak następnym razem będę chciała iść na kebsa to chyba pójdę do jakiegoś araba. Tak będzie.

Kocham dni, które mimo wielu rozczarowań są całkiem wspaniałe.

Wczoraj rozpoczęło się Spotkanie Młodych w Wołczynie. Tłumy młodzieży z całej Polski  zjechały się, by wspólnie pooddychać świeżym, wołczyńskim powietrzem. Tak mi się wydaje, bo po co innego mogli przyjechać do Wołczyna? Modlić się? Nie sądzę. Kościoły są wszędzie, a drożdżownie niekoniecznie ;)
Byłam, przeżyłam, zobaczyłam. Tym razem nie będę tam spała, nawet nie wiem , czy jeszcze tam pojadę. Pozmieniało się.

Chciałabym jakimś pozytywnym akcentem zakończyć tego posta, więc jakby ktoś nie wiedział to przypominam -wszyscy umrzemy! (:


Pozdrawiam cieplutko



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz