Lecimy od początku.
Nie mam fizyki, nie mam angielskiego, nie mam matmy - generalnie życie jest piękne i lepiej być nie może. Z torbą, plecakiem i świadomością, że czegoś na pewno zapomniałam, pojechaliśmy na dworzec.
Tata uznał, że granulowana herbata jest czymś bez czego jechać nie mogę, ( i bez czego -być może- moje życie nie ma sensu) więc przed odjazdem poszliśmy do sklepu. Specjalnie kupiliśmy jedną z tych rzeczy, które muszę z sobą targać, tylko po to by przekonać się, że i tak mi się nie przyda. Bywa.
Siedząc na dworcu doszłam do wniosku, że dziewczyna która siedzi na ławce obok, chyba też jedzie do Krakowa. Skąd ten wniosek? Miała to wypisane na twarzy.
No dobra, ściemniam ;-) Miała brelok z Wołczyna przyczepiony do plecaka. I pojęcia nie mam, ale byłam na tyle dzielna, że sama zagadałam ( Liczę, że po śmierci walną pomnik za odwagę na moją cześć. Czy coś.)
Trochę głupio się przyznać, ale myślałam, że Martyna ( bo tak miała na imię niewiasta :-P) chodzi do gimnazjum... ;-D I lekki zonk, bo jest studentką. Pozory mylą.
Żeby powiedzieć jak bardzo jest fajną osobą dodam tylko, że lubi Luxtorpedę. To mówi samo za siebie :-)
Prawie 6 godzin spędzonych w pociągu. Prawdę mówiąc dla mnie już sama podróż była genialnym przeżyciem, i gdybym wróciła do domu tylko po tym, to i tak do końca życia miałabym co opowiadać wnukom.
Było fajnie bo.. Bo było jedzenie! :) Dzień wcześniej zaszalałyśmy z Agą w byczyńskim polo-markecie. Ja dodatkowo miałam śmierdzące chipsy - Maczugi ( to tylko zdanie Julki, bo one tak serio to tylko trochę śmierdzą..)
Julka postanowiła mnie uczesać, a w międzyczasie niby próbowała tłumaczyć mi matematykę (coś czego prawdopodobnie nigdy nie pojmę - potęgi i pierwiastki. Btw.-jeśli ktoś to rozumie i jest w stanie mi wytłumaczyć, to byłabym wdzięczna ;/). Z jednego ani drugiego nic nie wyszło.
Jadąc pociągiem można posłuchać muzyki. Wkręciłam się ostatnio (znowu) w Porozumienie. Najpiękniejsze jest to, że w pewnym momencie Martyna powiedziała mi o tym, że byli na S.M. w Wołczynie. :< I podobno Akurat też kiedyś był...:<
Ja się tak nie bawię...
W Katowicach przesiadka. Poznałyśmy znajomych Martyny - Grześka i Łukasza. A później sobie poszłyśmy. Głupie jesteśmy.
Niby godzina na "zwiedzanie" nowego katowickiego dworca, ale w sumie nie było czasu nawet na McDonalds. Dlaczego straciłyśmy taką szansę na zakup żarcia? Bo dziewczyny musiały skorzystać z luksususowych kibli na dworcu. I w sumie chyba na tym się skupimy, bo nie pamiętam, żebyśmy szły gdzieś indziej :)
Siedzimy na ławce przy peronie z którego ma odjechać nasz pociąg. Minuta pozostała, robimy zdjęcia, czekamy.. W pewnym momencie bystra Ania ( czytaj: Ja) zauważyła, że pociąg do Krakowa odjeżdża z innego peronu. No to biegniemy...
Jakoś dotarliśmy, nie wnikajmy w szczegóły. Powiem tyle, że krakowscy menele są straszni.
Jesteśmy w szkole :) Świadomość tego, że będę spała na środku jakiejś sali lekcyjnej jest wspaniała.
Kto pamięta moją czerwoną koszulę? :-) Doszłam do wniosku, że jest dość charakterystyczna (miałam już ją na "Wołczynie w.. Wołczynie"), więc może ktoś mnie po niej pozna. Taka nadzieja, bo ja nikogo nie rozpoznam - pamięci do twarzy ani do imion nie mam żadnej. W sumie się nie pomyliłam. A moja koszula po prostu rządzi.
I tak upłynął (niecały) wieczór i poranek - dzień pierwszy. ;-)
Pójść spać o pierwszej, wstać z nosem w kapciach Julki... Po prostu bezcenne.
Z przykrością stwierdzam, że po miesiącu który minął od tych "rekolekcji" niewiele pamiętam. Nie ma bata, nic więcej nie napiszę. Na pocieszenie mam kilka zdjęć. Heheszki.
Za cholerę nie pamiętam kiedy było robione to zdjęcie.. Sobota, to na pewno. W sumie nieważne, i tak wyglądam jak zwykle ( czytaj: Buka).
Jest jeszcze Artur ( czytaj: koleś błyszczący niczym gwiazda disco-polo.) Dość specyficzny, aczkolwiek trzeba pamiętać, że na "Wołczynie"
Aga z takim zafascynowaniem patrzy na tego chłopaka. Pewnie się spocił... ;D
To zdjęcie jest tak urocze, że zaraz zbełtam
Julka otwiera butelkę nożem. Można? Można. Tylko po co..
Tak zażartuję... "Gdzie jest Wally?"
Bardzo przykry incydent, rozlałam Kubusia ( odwracając go do góry dnem). Bo.. bo Julka nie umiała go zakręcić do porządku, jej wina :-)
Heheszki. Zdjęcie z Krakowa z... kebabem. Tradycyjnie.
Na dworcu w Katowicach, z Łukaszem i Grześkiem.
Halucynki.





Jakby nie patrzeć BUKA ma moc :)
OdpowiedzUsuń